wtorek, 21 kwietnia 2015

Rozdział 7

  Kładąc brunetkę do łóżka, potknąłem się, tym samym zbliżając moją  twarz, do jej twarzy. Gdy dzieliły nas zaledwie milimetry, przybliżyłem się jeszcze bardziej, niszcząc tym samym odległość między nami, łącząc nasze usta w pocałunku. Dziewczyna nie protestowała. Odwzajemniała każdy mój gest. Zacząłem zjeżdżać niżej, składając pocałunki pierw na jej szyi, później na obojczyku. Nie wiem czemu tak postąpiłem. To chyba przez nadmiar wypitego alkoholu. A może...
 – Andy co tak dług..... Co tu się wyprawia? – wybełkotał Ash. Po raz kolejny nieświadomie pomógł, przerywając moje dotychczasowe zajęcie. No to wiszę już mu dwa piwa...
 – Nic takiego się przecież nie dzieje – wymamrotała Chlarissa.
 – Andy, złaź na dół ! Czekamy na ciebie !
 – Idę, idę – odpowiedziałem i niechętnie wstałem z łóżka. Zamykając drzwi od sypialni, spojrzałem jeszcze na brunetkę, która posłała mi uśmiech, po czym przymknęła swoje powieki.
 Zszedłem chwiejnym krokiem po schodach. Na dole zastałem moich kumpli siedzących na sofie i sześć butelek po Jack'u Danniels'ie, leżących na szklanym stole. No nieźle pobalowaliśmy. Zająłem miejsce obok Asha na miękkiej, kremowej kanapie usadowionej naprzeciwko telewizora.  A w nim co? Zbuntowany Anioł! Teraz, to się nie dziwie, dlaczego CC siedzi na podłodze tuż przy odbiorniku. Nadal nie rozumiem, za co on kocha tę telenowelę...
 Po bliżej nie określonym mi czasie, serial się skończył a Christian nie miał już czego oglądać, więc postanowił przysiąść się do nas. Rozmawialiśmy o pierdołach i jakiś głupotach - jak to z resztą bywa po alkoholu. Dłuższą chwilę dyskutowałem z Jake'ym o nowym tatuażu, jaki zamierzałem sobie zrobić, gdy do moich uszu dobiegły dziwne odgłosy z kuchni. Wraz z gitarzystą postanowiliśmy to sprawdzić, tuż po tym, gdy zorientowaliśmy się, że reszty chłopaków nie ma z nami w salonie. Ten refleks...
Gdy już doczłapaliśmy się do kuchni przeżyliśmy szok. Ash stał na kuchennej wyspie i wyginał się na wszystkie strony. Chyba chciał być seksowny, ale coś mu nie wyszło. CC i Jinx natomiast gwizdali i klaskali. Nie wierzę...
 – Ash najlepszą dziwką w mieście! – krzyknął CC pogwizdując.
 – Dalej panowie, płacimy pieniążki! Nie ma nic za darmo a tym bardziej mojego pięknego ciała !
 – Purdy z tym pięknym ciałem to ty przesadziłeś – powiedziałem krzywiąc się.
 – Ty tam Andrew siedź cicho. Przynajmniej mam jakieś mięśnie. Nie to, co ty...
 – Coś ty powiedział?! – spytałem rozdrażniony. Moja pięść już chciała się witać z tą brzydką mordą Ashley'a, gdy powstrzymał mnie Jake. Purdy  tylko się zaśmiał a po zaledwie kilku sekundach wszyscy wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem. My nie powinniśmy więcej pić...
Następnego dnia. Perspektywa Clary
 Obudziłam się z niemiłosiernym bólem głowy. Wszystko dookoła mnie wydawało się być niewyraźne. Przetarłam oczy i zamrugałam kilkakrotnie. Wtedy obraz się wyostrzył. Podniosłam się i położyłam stopy na podłodze. Podparłam się o dębową szafkę nocną i wstałam. Niepewnym krokiem udałam się do łazienki, wciąż czegoś się trzymając. Wolałam nie zaliczyć kolejnego upadku.  Spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że nie wyglądam tragicznie. Umyłam zęby, rozczesałam włosy i nałożyłam niewielką ilość korektora pod oczy. Dodatkowo spryskałam się jeszcze dezodorantem. Nie chciałam brać prysznicu, ponieważ nie byłam na siłach i bałam się, że coś mi się stanie. Wyszłam z łazienki i skierowałam się do kuchni, w celu znalezienia tabletki, ratującej mnie przed tym okropnym bólem głowy. To, co tam zastałam, przeszło moje wszelkie oczekiwania. Ashley spał na kuchennej wysepce w samych bokserkach a CC i Jinx leżeli w dość dziwnych pozycjach na podłodze. Ich kończyny ułożone były tak, jakby chcieli się do siebie przytulić. Nie chcąc ich budzić, podeszłam na palcach do szafek. Nie wiedząc, gdzie Andy może trzymać leki, przejrzałam wszystkie szafeczki. Tabletki znalazłam za czwartym podejściem. Nalałam do szklanki wodę mineralną, po czym połknęłam tabletkę popijając ją przezroczystą cieczą. 
 Postanowiłam poszukać Jake'a i Andy'ego. Nie zajęło mi to zbyt wiele czasu, ponieważ obaj leżeli w salonie na kanapie. Podeszłam bliżej, by przyjrzeć się im twarzą. Wyglądali przuroczo, w szczególności Andy, który miał lekko rozchylone usta.
No właśnie...Usta! Przecież Andy mnie wczoraj pocałował.. - przypomniałam sobie - Cholera! To nie powinno się stać...
 W tym momencie chłopcy zaczęli się budzić. Pierwszy otworzył oczy Andy. Przeciągając się Biersack zepchnął Pitts'a na podłogę, który wydał z siebie ciche jęknięcie. Brunet zignorował kumpla i łapiąc się za głowę, szukał jakiegoś punktu zaczepienia dla swych lodowato-błękitnych oczu. Padło na mnie. Na mój widok chłopak próbował się uśmiechnąć, jednak doskwierający mu ból głowy zmienił uśmiech w skrzywiony grymas.
– Cześć, aniołku – powiedział. Czy on zawsze musi mówić do mnie aniołku? To powoli mnie zaczyna denerwować. Mówi to w taki sposób jakbym była dzieckiem...jednak to jest strasznie słodkie. Clary! Zejdź na ziemię.
– Cześć – uśmiechnęłam się. Uporczywy ból zniknął, więc było to wykonalne – Przynieść ci tabletkę?
– Jakbyś mogła. Czuję, że zaraz łeb mi pęknie – powiedział chwytając się za głowę. Bez słowa poszłam do kuchni i zgarnęłam z lady tabletkę oraz szklankę wody, po czym wróciłam do wokalisty. Podałam mu obie rzeczy, za co mi podziękował. Wziął tabletkę do ust, którą natychmiast popił woda mineralną. Szklankę zaś, odstawił na stolik.
– Gdzie Jake? – spytałam Andy'ego, gdy zorientowałam się, że gitarzysta gdzieś zniknął.
– Poszedł na górę, do łazienki – odpowiedział – Clary... – przełknął głośno ślinę. Chyba lekko się zdenerwował. Skąd to wiedziałam? Drapał się po karku, a robi to zawsze, gdy jest czymś zestresowany.
 – O co chodzi? – spytałam spokojnie.
 – Pamiętasz wszystko co działo się wczoraj?
 – Owszem.
 – Czyli też to, że ... – wiedziałam, że chodzi mi o pocałunek, więc mu przerwałam.
 – Tak. To też pamiętam.
 – To co robimy? - powiedzieliśmy oboje.
 – Mów pierwsza - zaproponował Andy.
 –W porządku. Myślę, że powinniśmy o tym zapomnieć. Byliśmy pijani i nie wiedzieliśmy co robimy. Tak chyba będzie najlepiej. A ty co miałeś do powiedzenia?
 – Emm - powiedział łamiącym głosem – w sumie to samo co ty.
 – To jak zapominamy?
 – Zapominamy – odpowiedział, jakby niepewnie. W tym momencie do salonu wrócił Pitts. Wraz z Biersackiem trochę się speszyliśmy. Jakby nie było rozmawialiśmy o czymś, co nie powinno trafić do reszty. Nie zważając na Andy'ego poszłam na górę i rozłożyłam się na łóżku, które chcąc nie chcąc, dzieliłam z brunetem. Wodziłam po suficie dobre dziesięć minut, po czym niespodziewanie wpadłam w objęcia Morfeusza.
Perspektywa Andy'ego
 – To co robimy? – powiedzieliśmy równocześnie.
 – Mów pierwsza – zaproponowałem.
 – W porządku. Myślę, że powinniśmy o tym zapomnieć. Byliśmy pijani i nie wiedzieliśmy co robimy. Tak chyba będzie najlepiej – Ty sobie chyba jaja ze mnie robisz, jak myślisz, że o tym zapomnę...- pomyślałem –  A ty co miałeś do powiedzenia? - dodała po chwili. Cholera.
– Emm – powiedziałem łamiącym głosem – w sumie to samo co ty – no bo co mogłem innego powiedzieć? To co miałem jej do wyjaśnienia, było teraz nieistotne.
– To jak zapominamy? – spytałam.
– Zapominamy - powiedziałem po chwili namysłu, bo w sumie, co mi pozostało? Z kolei jakbym nic nie odpowiedział, to zaczęłaby coś podejrzewać. W tym momencie do salonu wkroczył Jake. Wraz z brunetką odrobinę się speszyliśmy a ta po chwili poleciała jak strzała na górę. Gitarzysta ponownie gdzieś przepadł a ja zostałem sam ze swoimi myślami. Jakby nie patrząc, zbłaźniłem się wczoraj z tym pocałunkiem. Co mnie do tego podkusiło? Na pewno ilość wypitego alkoholu, ale było coś jeszcze. Zresztą, to teraz nie ważne. Clary ma mnie w gdzies, także nie mam nad czym się nawet zastanawiać. A ja głupi myślałem...eh pieprzyć to wszystko. Mam ochotę znów się napić.
Jak pomyślałem, tak uczyniłem. Wyjąłem z barku butelkę Jack'a Daniels'a i rozsiadłem się na kanapie. Będąc w kuchni zastałem leżących Ash'a, CC'ego i Jinx'a. Zastanawiałem się, co wczoraj się stało. Potrząsnąłem głową i próbowałem wszystko sobie przypomnieć. Nagle mnie olśniło. Przecież wraz z Pitts'em wparowaliśmy wczoraj o kuchni w poszukiwaniu chłopaków. Zastaliśmy wtedy Ash'a tańczącego na blacie.....brrr aż mi się rzygać chce.
2 godziny później
Siedziałem rozwalony na sofie oglądając jakiś program w telewizji. Wtem dobiegły mnie jakieś odgłosy z kuchni. Pewnie te ćwoki już wstały. Odwróciłem się w stronę kuchennego pomieszczenia i ujrzałem Ash'a przeciągającego się, CC i Jinxx nadal leżeli na podłodze.
– Ooo wstała nasza striptizerka! – krzyknąłem zmieniając kanał w odbiorniku.
– Co ty pierdolisz? – spytał nieprzytomnie, łapiąc się za głowę.
– Już nie pamiętasz jak tańczyłeś na blacie dla CC'ego i Jinxx'a? Z resztą, może lepiej, że nie pamiętasz - zaśmiałem się głośno. Ash przez chwilę patrzył na mnie jak na idiotę, lecz po chwili ogarnął się i chyba przypomniał sobie wczorajszą akcję, bo z jego twarzy można było wyczytać zażenowanie. Całe szczęście, że ja nic nie odwaliłem...Tsaa wmawiaj sobie Biersack, że nic nie odwaliłeś...
Wkrótce reszta była już na nogach. O dziwo obyli się bez tabletki na kaca. CC pytał się co robi płatek z tabletkami na stole w kuchni, w dodatku pozbawiony dwóch "zbawicieli". Wytłumaczyłem, że Clary wzięła obie sztuki. No przecież nie przyznam się, że też wziąłem. Wracając do brunetki. Zastanawiałem się, gdzie teraz przebywa. Nie widziałem jej od dobrej godziny. Reszta też zaczęła się o nią dopytywać. Postanowiłem zrobić wszystkim śniadanie. Trudno, poświęcę się. Byłem głodny jak cholera a znając chłopaków, truliby mi dupę, żebym zrobił im to pieprzone śniadanie. Moja psychika niestety by tego nie wytrzymała, więc wolałem sam zaproponować przygotowanie posiłku. W międzyczasie Jinxx poszedł poszukać Clary. Po jakiś pięciu minutach, przyszedł z nią do nas. Sądząc po jej nieprzytomnym spojrzeniu, dopiero co wstała. Postanowiłem zrobić wszystkim jajecznicę. Po upływie 20 minut wszyscy zasiedliśmy do stołu. Nie powiem, śniadanie wyszło mi zajebiste.
– No to wybieramy się dziś na imprezę – pocierał ręce z zadowolenia Ashley.
– Ooo nie  nigdzie nie idę – marudziła brunetka.
– Nie rób sobie jaj ! Będzie fajnie. Poza tym to ostatni dzień, w którym możemy pobalować, bo jutro wyjeżdżamy – odezwał się Jake.
– Znajcie moje dobre serce...pojadę – powiedziała zrezygnowana.
– Dobra dziewczynka - powiedział Ash klepiąc dziewczynę po głowie.
– Purdy nie podnoś mi ciśnienia bo oberwiesz !
– Łoło spokojnie pożartować sobie nie można?  – zaśmiał się.
– Sorry... jakoś nie mam humoru – powiedziała beznamiętnie. Kurcze...co jej?
– Może jednak zostań w domu – zaproponował CC.
– No co wy ! Obiecałam, że pójdę to słowa dotrzymam. Chciałabym jeszcze z wami się zabawić przez waszym wyjazdem – powiedziała już o wiele weselej.
– Na pewno? – spytaliśmy wszyscy równocześnie. Synchronizacja part 2.
– Tak – przewróciła oczami, po czym odniosła talerz do zmywarki i poszła gdzieś.
Miałem cichą nadzieję, że będę mógł w świętym spokoju zjeść śniadanie, ale nie. Przeliczyłem się. Gdy Clary wyszła poczułem na sobie wzrok kumpli. No czego oni chcą?!
– Wiesz może co jest młodej? - spytał Jinxx
– A skąd mam wiedzieć? – odpowiedziałem zdziwiony. Co ja wróżbita jestem? – a co?
– Tak tylko pytamy. Nie widzi cię to?
– Może po prostu źle się czuje bo za dużo wczoraj piła. Przecież żyje to na chuj drążycie temat?
– No widzę, że tobie udziela się jej nastrój. Co wam do cholery? Oboje okres macie? – zaśmiał się basista.
– Nie wkurwiaj mnie lepiej, bo pożałujesz – zacisnąłem pięść.
– E E panowie ! To nasz ostatni dzień przed koncertem, więc zluzujcie ! Mamy się dziś bawić a nie kłócić, no błagam – jak zwykle sprowadził nas na ziemie nasz tatuś - Jinxx.
– Dobra. Masz rację. Co robimy? Do wieczora jeszcze daleko – powiedziałem sprawdzając godzinę. Była dopiero dziesiąta.
– Proponuję pograć na konsoli! – wyrwał się do odpowiedzi CC.
– Jestem za – powiedział Jake, biorąc ostatni łyk kawy.
– Ja też – wyszczerzył się Purdy.
 Resztę dnia spędziliśmy na słuchaniu muzyki, grze w karty, wygłupianiu się i tym podobne. Brunetka przez większość dnia siedziała w pokoju, więc postanowiłem ją gdzieś zabrać. Pojechaliśmy do galerii handlowej i mimo jej początkowych sprzeciwów, kupiłem jej kieckę na dzisiejszy wieczór. Kasa to nie problem, przynajmniej dziewczyna nieco się wyluzowała. Następnie po zakupach poszliśmy do kawiarni. Rozmawialiśmy na różne tematy. Dowiedziałem się , że jest fanką New Years Day. Hmm kiedyś będę ją musiał zapoznać z Ash. Ciekaw jestem jej reakcji. Wspominała coś jeszcze, że kocha szybkość. Wyścigi uliczne, jazdę motocyklem itd. Nie powiem, zaskoczyło mnie to trochę ale fajnie, że istnieją dziewczyny z takimi upodobaniami. Wracając do mojego domu szliśmy alejką, na której do jednego ze słupów przyczepiono informację o zaginionej dziewczynie. Z ciekawości przeczytałem wydruk. Przypomniała mi się przeszłość i pewna czerwonowłosa dziewczyna, która była moją przyjaciółką. Co ja bym dał żeby ją odnaleźć. Z zamyśleń wyrwała mnie Chlarissa.
– Andy? Coś nie tak?
– Nie, wszystko w porządku.
Perspektywa Clary.
Do domu wróciliśmy jakoś przed osiemnastą. Chłopaki wciąż grali na konsoli. Dzieci.
Podziękowałam po raz setny Andy'emu za sukienkę i zaniosłam ja na górę. Nudziło mi się trochę, więc postanowiłam przyłączyć się do grona grającego w Xbox'a.
– W co gracie?
– Wyścigi – powiedział Ash wymachując padem na prawo i lewo.
– To widzę. Chodzi mi o nazwę, deklu – spojrzałam na niego z wyrzutem.
– Forza Horizon – odpowiedział  CC
– Czy ja dobrze słyszałem? Powiedziałaś do mnie deklu? 
–  Tak, masz doskonały słuch Purdy – wytknęłam język.
– Osz ty mała diablico!
– Raz aniołek raz diablica, weźcie się zdecydujcie  zaśmiałam się.
– Chyba nie damy rady, bo jesteś i tym i tym  dodał Andy.
– Dzięki...mili jesteście  udawałam fochniętą.
 Wiemy  powiedzieli równocześnie. Synchronizacja part 3.
Zegar wskazywał dwadzieścia po szóstej. Jinxx oznajmił, że czas się szykować. Pobiegłam szybciutko na górę odświeżyć się i ubrać w nowo zakupioną kieckę. Swoja drogą była naprawdę ładna. Czarna rozkloszowana, sięgająca mniej więcej do połowy ud. Do tego ubrałam moje czarne rajstopy i szpilki. Skoro jestem cała na czarno, postanowiłam pomalować usta czerwoną pomadką  i oczy podkreślić trochę bardziej niż zwykle. Raz na jakiś czas można się wystroić. Czekałam na chłopców na dolę, w salonie. Byłam zdziwiona,gdy okazało się, że pindraczą się dłużej niż ja. W końcu wszyscy zeszli prawie równocześnie na dół. Oczywiście nie obyło się bez, tego zboczonego wzroku Purdy'ego, za który z resztą został ode mnie w łeb. Do klubu jechaliśmy dwoma oddzielnymi autami. Ja z Andym i Jake'iem a CC z Jinxx'em i Ashley'em. Wysiadając z samochodu spostrzegłam, że jesteśmy w tym samym klubie co ostatnio. To miejsce nadal mnie cholernie ciekawiło. To tu uruchomiły się moje kolejne wspomnienia. Znów szliśmy tym samym ciemnym korytarzem, co za poprzednim razem. Ashley odsłonił ciemną kurtynę dzielącą korytarz z pozostałą częścią klubu. Poczułam ten sam zapach perfum i dymu papierosowego zmieszanych ze sobą.  W oddali usłyszałam głos wołający nas. Był to Radke w towarzystwie jakiś chłopaków. Nie widziałam zbytnio kto to. Gdy zbliżyliśmy się, od razu ich rozpoznałam. Zapowiada się ciekawie...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami. Jak myślicie kim są ci goście?
Ostatnimi czasy strasznie spodobała mi się muzyka zespołu New Years Day ^^ W kółko śpiewam albo Defame me albo Angel Eyes :3
Wracając do rozdziału to, mam nadzieję, że nie jest zbyt krótki. Skończyłam w takim miejscu, w jakim chciałam, więc jest dobrze. No nic. Pozostawiam wam rozdział do oceny. Buziaki :*

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 6

 – Jak to znów się powtórzy!?
Kurwa. Wkopałam się. Kolejny raz. Brawo Clary...
 Myśl Clarissa myśl, co mu odpowiedzieć, przecież nie powiesz, że zostałaś kiedyś zgwałcona, wymyśl coś! – tłukł mi do głowy mój głos wewnętrzny.
 – Clary  wypowiedział stanowczo moje imię  co miałaś na myśli mówiąc "Bałam się, że to się powtórzy"?  spytał nieco łagodniej. Widząc jego spojrzenie, czułam, że będę mieć ogromne wyrzuty sumienia, gdy postanowię go teraz okłamać. Jednak nie miałam wyjścia.
 – Chodziło mi o to, że...  zaczęłam  bałam się, iż znowu ktoś podniesie na mnie rękę  dokończyłam po chwili. Analizując to co powiedziałam, stwierdziłam, że kiepski ze mnie bajkopisarz.
 – Ja kto? O czym mówisz?  dociekał dalej. Mogłam się tego spodziewać...
 – W domu byłam bita przez ojca. Stąd ten lęk. Nie chciałam przywoływać przyszłości. Bałam się, że wszystko zacznie się od nowa - mimowolnie uroniłam łzę.
Twarz Andy'ego przybrała smutny grymas. Zdawało mi się, że jest mu przykro. Mnie za to dręczyły ogromne wyrzuty sumienia, za to, że pozwałam, by przejmował się wymyśloną przeze mnie historią.
 – Przykro mi...  powiedział po chwili.
 – Czemu tak się mną przejmujesz?  spytałam. Na to pytanie Biersack zrobił duże oczy i delikatnie rozchylił wargi. Zupełnie nie mam pojęcia dlaczego tak zareagował. Przecież to pytanie, jak każde inne. No, może jedynie dla mnie.

Perspektywa Andy'ego


 – Przykro mi...  wypaliłem po chwili, choć wiem, że to najtandetniejsze co mogłem wtedy powiedzieć.
 – Czemu tak się mną przejmujesz?  zamurowało mnie. Nie spodziewałem się w tej chwili takiego pytania. Uchyliłem lekko usta, nie wiedząc co powiedzieć a moje serce zaczęło bić znacznie szybciej. W tamtym momencie drzwi pokoju gwałtownie się otworzyły. Odwróciłem się w ich stronę a tam kto? Ash! Moje wybawienie!  Po raz pierwszy zjawił się w odpowiednim momencie. Chyba postawię mu piwo...
 – Siem...ooo widzę, że tu pogaduchy  podrapał się po szyi  mogę się dołączyć?  spytał uśmiechając się. Już chciałem odpowiedzieć mu, żeby lepiej, sobie darował, ale Clary mnie ubiegła.
 – Jasne, siadaj  wskazała a miejsce obok mnie.
 – Dzięki  powiedział ukazując rząd perłowych zębów. Jednak, gdy usiadł na wskazanym przez Clary miejscu, spoważniał.
 – Chyba nie powinienem pytać ale...jak czujesz się po wczorajszym?
 – Ash....  powiedziałem chcąc, by dał brunetce spokój.
 – Andy zostaw go. Ma prawo spytać  odezwała się kładąc rękę na moim ramieniu.
 – No widzisz baranie! Co się udzielasz?  powiedział basista, klepiąc mnie w tył głowy . Przed chwilą prawie skakałem z radości, gdy do zobaczyłem, teraz wolałbym, żeby ta kanalia stąd zniknęła. Jednak po chwili zrozumiałem, że chciał chociaż trochę rozweselić Clary, która teraz śmiała się z całej sytuacji. Czumu tylko zawsze moim kosztem?
 – Jak już mówiłem...jak się czujesz?  kontynuował Purdy.
 – Jest lepiej. Dziękuję, że pytasz.
 – A jak noga?  wtrąciłem po chwili.
 – W porządku. Trochę boli, ale da się przeżyć. Wczoraj poszłam ją obmyć z krwi i zobaczyłam, że rana nie jest taka mała, jak myślałam...
 – Słowo daję dziewczyno, ty kiedyś się zabijesz  uśmiechnąłem się do niej.
 – Taaa, chyba masz rację  odpowiedziała spoglądając na zabandażowaną nogę.
 – Tak w ogóle, to z jakiego powodu raczysz nas swoja obecnością?  skierowałem pytanie do przyjaciela.
 – Tak w sumie to nie "raczę" a "raczymy". Przyjechaliśmy wszyscy. Reszta jest na dole  wyjaśnił. Ciekaw jestem, po co przyjechali. Czyżby znów impreza? Oby nie...
 Niechętnie wstałem z łóżka i ruszyłem z Ash'em do salonu. Na dole czekała reszta BVB - czyli CC, Jake i Jinxx. Po chwili połączyła do nas Clary, która omal nie wywróciła się na schodach. Kochana łamaga. Z resztą nie dziwie się, w końcu ciężko jej chodzić przez poranioną nogę.
– To dowiemy się w końcu o co chodzi? – skierowałem pytanie do przyjaciół.
– Wyjeżdżamy – powiedział Ash nieco smutnym głosem.
– Co?! Dlaczego? – spytałem zdenerwowany. Oni chyba sobie ze mnie jaja robią!
– Jedziemy do Las Vegas. Manager do nas dzwonił i powiedział, że mamy zagrać koncert a potem udzielić krótkiego wywiadu i spotkać się z fanami, przy okazji podpisać autografy. Poza tym Jake odwiedziłby grób matki a ja spotkałbym się z rodzicami. Wrócilibyśmy po jakiś dwóch, góra trzech dniach - wyjaśnił basista. Zajebiście po prostu, ale w sumie czemu to mnie tak denerwuje? Chyba zbyt martwię się o Clary i chciałbym z nią zostać.
 Jakim ja jestem pieprzonym egoistą! Fani na mnie liczą, przyjaciele tym bardziej. Jake musi iść na grób matki. Była wspaniałą kobietą. Po jej śmierci, z myślą o niej napisałem piosenkę "Carolyn". Moim obowiązkiem jest jechać do Vegas.
– Dobra czaje a kiedy wyjeżdżamy?
– Za dwa dni - i wtedy o mało nie zachłysnąłem się własną śliną. Już za dwa dni? No trudno, muszę jechać. Chciałem spytać Clary, co o tym myśli, lecz teraz nie mogłem, ponieważ gdzieś się ulotniła.
– Wyszła zapalić  oznajmił Ash. Nadal nie rozumiem, skąd on ma zdolności odpowiedzenia mi na pytanie, zanim zdążę je zadać.
– Naprawdę już za dwa dni? A co z Clary? - spytałem.
– Nie martw się. Zajęliśmy się tym - odezwał się Jake.
– Jak to? - zdziwiłem się.
– Podczas naszej nieobecności, do domu wprowadzą się Taylor i Hayley. Możesz być spokojny.
– Powiedzmy, że się zgadzam. No to wyjeżdżamy w niedziele. A  o której?
– Jakoś pod wieczór a przed wyjazdem, proponuję małą imprezę.
– Małą? – spytaliśmy wszyscy równocześnie Ash'a. Ta nasza synchronizacja.
– No dobra. Trochę większą – poprawił szczerząc zęby. W tym momencie do Ash'a zadzwonił telefon. Od Ronniego. Skąd to wiem? Ashley na każdy kontakt ma ustawiony inny dzwonek. W tym przypadku "Fallen Angels" należy do Radke. Brunet zamienił z Josephem kilka słów po czym powiedział, że on z resztą jedzie do niego. Spytał się również, czy jadę z nimi. Odpowiedziałem, że przyjadę potem, bo teraz chciałbym pogadać z Clary. Chłopaki przytaknęli i wyszli z mojego domu. Ja natomiast udałem się na taras, gdzie stało drobne ciało brunetki podparte łokciami o brzozową barierkę.
– Słyszałaś cokolwiek? Nie wiem dokładnie, w którym momencie wyszł.... – chciałem kontynuować, ale mi przeszkodzono.
– Na samym początku. Nie mam pojęcia o czym rozmawialiście – wytłumaczyła gasząc papierosa. Jej zachowanie było dość dziwne. Przerwała mi zanim zdążyłem dokończyć moją wypowiedź, do tego mówi tak oschle. Może mi się zdaje.
– To o czym była mowa? – spytała po chwili ciszy.
–  Wyjeżdżamy z chłopakami na koncert do Las Vegas. Będziemy tam jakieś 2-3 dni...
– W porządku - i co? Zero reakcji? Pytań typu "Co? Jak to? Dlaczego? Kiedy?" ? Nic? Chyba naprawdę niewiele dla niej znaczę. A ja głupi po tej całej akcji, miałem jeszcze cień nadziei.
– Wyjeżdżamy w niedziele. Jutro Radke robi imprezę, na którą zamierzam iść razem z chłopakami. Przyłączysz się? - uniosłem kąciki ust ku górze, z myślą, że brunetka odwzajemni gest. Niestety, myliłem się.
– Jasne - powiedziała po czym dodała –  A i jeszcze jedno kiedy mam się wyprowadzić?
– O czym ty mówisz? – spytałem zdziwiony.
– Nie będzie ciebie kilka dni, to chyba już czas żebym się wyprowadziła, no nie? Nie mogę wiecznie mieszkać u ciebie, tak naprawdę to prawie się nie znamy. Mimo, iż dobrze nam się ze sobą rozmawia, nie wiemy o sobie zbyt wiele.
– Zwariowałaś do reszty? Nigdzie cię nie puszczę! – powiedziałem, i po chwili tego pożałowałem gdy napotkałem zdziwione spojrzenie Chlarissy – ...yyy to znaczy, nie obchodzi mnie to, że słabo się znamy. Nie masz przecież gdzie mieszkać. W takiej sytuacji nie mogę ci dać po prostu odejść. Zostajesz tutaj i koniec.
 – Ale ciebie i chłopaków nie będzie jakiś czas...
 – O to się nie martw. Pod naszą nieobecność wprowadzą się tu nasze kumpele  Taylor i Hayley. Zostaną z tobą, gdy mnie nie będzie. Mam nadzieje, że się zaprzyjaźnicie. To równe babki, można powiedzieć, ze jedyne w swoim rodzaju.
 – Sama nie wiem  powiedziała zmieszanie. Czułem, że może się nie zgodzić.
 – Eh... westchnęła po czym dodała  Niech Ci będzie  A jednak! Zgodziła się!
 – No i wspaniale !  uśmiechnąłem się, po czym objąłem brunetkę, unosząc ją przy tym na kilka centymetrów.
 – Andy, wiem, że się cieszysz, ale mógłbyś mnie puścić? Dusisz mnie, człowieku! posłuchałem Clary i położyłem ją na ziemi.
  Taki chudy a ile siły ma! No proszę, proszę  zaśmiała się.
 – No wiesz, nie trudno podnieść dziewczynę, która waży nie więcej nić 50 kilo  posłałem jej mój jakże charakterystyczny uśmiech. Ta tylko powiedziała coś pod nosem, po czym oboje udaliśmy się do kuchni. Na miejscu Chlarissa przypomniała sobie o śniadaniu, które jej przygotowałem i poszła po nie do sypialni. Ja w między czasie zaparzyłem dwie kawy i przygotowałem sobie jajecznicę. Chcąc zasiąść do kuchennej wyspy wraz z moim śniadaniem, mój wzrok napotkał Clary kończącą kanapkę z sałatą i trzymającą w ręku kawę zaparzoną przeze mnie. Do tej pory nie wiem, jak mogłem nie zauważyć jej obecności.
 – Smacznego  powiedziała do mnie biorąc ostatni łyk kofeinowego napoju.
 – Dziękuję  odpowiedziałem, po czym posłałem jej buziaka . Musiało to dziwnie wyglądać, ale co mi szkodzi. Przynajmniej rozśmieszyło to Clary.
 – Jakie plany na resztę dnia?
 – Cóż, chłopaki pojechali do Ronniego, chcieli żebym tez jechał, ale jakoś zbytnio nie mam ochoty. Może zostaniemy w domu i porobimy coś razem? Obejrzymy jakiś film, czy coś?
 – Czemu nie  powiedziała po czym udała się do salonu  Co oglądamy?  krzyknęła w drugiego pomieszczenia, na tyle głośno, żebym ją usłyszał. Byłem pewien, że przegląda teraz wieżę z filmami, stojącą przy telewizorze. Nie pomyliłem się. Wchodząc do salonu zobaczyłem ją wybierającą jedną z wielu płyt poukładanych na wieżyczce.
 – Co wybrałaś?  spytałem zaciekawiony.
 – Szybcy i wściekli 6  powiedziała, pokazując okładkę opakowania płyty. Aż nie do wiary, że nie wybrała żadnego romansidła. Zapomniałem, że ona przecież jest inna. Brunetka podała mi płytę, po czym umieściłem ją w odtwarzaczu DVD. Szybko skoczyliśmy do kuchni po jakieś przekąski, postawiliśmy je na stole w salonie i rozłożyliśmy się wygodnie na kanapie. W połowie filmu do moich uszu dopłynął dźwięk otwierających się drzwi.
 – Robimy wjazd na chate!  krzykną nie kto inny jak największy kretyn na świecie, czyli Ash. Widząc po tym, w jaki sposób mówi i się porusza, mogłem szybko stwierdzić, że był już nieźle wstawiony. Jednak nie tylko on. Reszta BVB też już swoje wypiła. Jedynie Ronnie w miarę wyglądał. Dlaczego mnie to nie dziwi. Przecież Radke jest najbardziej zaprawiony w woju ze wszystkich.
 – Andrew, czemu nie odbierałeś? Martwiliśmy się o ciebie  no jak oni się o mnie martwili to znaczy, że jest z nimi źle. Kiedyś będąc w klubie, wyszedłem na chwilę do toalety, a jak wróciłem tych głąbów nie było w loży. Dzwoniłem do nich chyba z 20 razy, po czym łaskawie odebrał Ash, który nie widział nic złego w tym, że zostawili mnie w tym klubie samego. Tacy  z nich kumple.
 – Nie wiedziałem, ze dzwoniliście  odpowiedziałem biorąc łyk pepsi. 
 – Jak już przyszliście to siadajcie z dupami na sofie.
  No dzięki! Już myślałem, że nam tego nie zaproponujesz  odezwał się Jake, po czym rozwalił się na kremowej sofie.
 – E e, ale buty wypadałoby zdjąć! Kultury trochę!  ochrzaniłem Pittsa a ten z smutnym grymasem, podniósł się z kanapy i poszedł zdjąć buty. Gdy ten zniknął mi z pola widzenia, Ronnie wraz z resztą BVB rozsiedli się na miękkim meblu. Mina gitarzysty, gdy wrócił do towarzystwa widząc, że nie ma już wolnych miejsc na kanapie, była bezcenna.
 – No wybacz przyjacielu. Prawo dżungli  odezwał się Ash, na co wszyscy oprócz  Pitts'a wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem.
Jakiś czas później
 W ciągu dwóch godzin od przyjścia chłopaków, Radke wraz z Ashley'em zdążyli już cztery razy wybrać się do sklepu po alkohol. O filmie to już dawno zapomniałem, bo w towarzystwie tych zwierząt nie idzie nic oglądać. A, że chłopakom nie uśmiechało się nic oglądać, to po prostu piliśmy i rozmawialiśmy. Nawet Clary się do nas przyłączyła. Sądząc po jej nienaturalnych chichotach, była już nieźle wstawiona. Postanowiłem zabrać ją do sypialni. Równie dobrze,  mógłbym ja zanieść, ale też sporo wypiłem i nie chciałbym wywrócić się z nią na rękach. Chwiejnym krokiem ruszyliśmy oboje do sypialni. Kładąc brunetkę do łóżka, potknąłem się, tym samym zbliżając moją twarz do jej twarzy. Gdy dzieliły nas zaledwie milimetry, przybliżyłem się jeszcze bardziej niszcząc odległość między nami, tym samym łącząc nasze usta w pocałunku.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak oto  prezentuje się 6 rozdział. Trochę krótki, ale będziecie musieli przeżyć. Przepraszam za to, że tak długo nic nie wstawiałam, ale mam natłok nauki. Wiecie pewnie, jak to jest. Co myślicie o rozdziale? Andyś pocałował Clary ^^ Tak bardzo czekałam na to, by wpleść pocałunek w ten rozdział.

Ogłoszenia Parafialne

Witajcie kochani :D
Piszę ten, post, by powiedzieć wam o zmianie adresu bloga( chodź i tak zdążyliście zauważyć)
Wiem wiem, skomplikowałam sobie i wam trochę życie, no cóż bywa. A więc, dlaczego zmieniłam adres? Ponieważ, jestem bardzo związana z utworem zespołu Three Days Grace - Lost in You, poza tym tekst tej piosenki trafia w fabułę opowiadania, bardziej niż Saviour, którą początkowo chciałam użyć w zwiastunie, który być może stworzę. Mam nadzieję, że nie macie do mnie o to żalu.
Informuję również o tym, że dziś pojawi się szósty rozdział.
Buziaki :*
Na koniec Zdjęcie naszego Andysia :3

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 5

Perspektywa Andy'ego
Po wyjściu z damskiej toalety, w której byłem wcześniej z nowo poznaną blondynką, skierowałem się w stronę moim przyjaciół, siedzących w loży. W drodze do nich, pomyślałem, by poprosić Clary do tańca. Z tego co wcześniej zdążyłem zaobserwować,  tańczyła ona z Ash'em, więc czemu mi miałaby odmówić? Gdy znajdowałem się niecały metr od ekipy, do moich uszu dobiegł urywek rozmowy między basistą a brunetką, siedzących w towarzystwie reszty zespołu oraz Radke.
 – Clary przyznaj, że coś między wami jest  Ash spojrzał na nią wyczekując odpowiedzi, na którą liczył.
 – Owszem...Przyjaźń. Przeliterować ? Nie rozumiem, o co wam chodzi! Poznaliście mnie dopiero dzisiaj a już dopatrujecie się czegoś, czego nie ma! Andy mi się nawet nie podoba  ostatnie słowa wypowiedziane przez brunetkę niesamowicie mnie zmieszały. Czułem złość, smutek i zażenowanie tym, że robiłem sobie nadzieję. Znajdując się nawet nie pół metra od Clarissy, głośno odchrząknąłem. Ta odwróciła się i wtedy ujrzałem jej wyraz twarzy. Oprócz strachu widocznego w jej oczach, dostrzegłem także zawstydzenie i jakby...smutek? Pewnie jej teraz głupio, nie chciała mnie zranić, chodź już to zrobiła. Patrząc wstecz to ja też powiedziałem Ashley'owi, że nic mnie z nią nie łączy. Już mniejsza o to, powiedziała to powiedziała, nie mam zamiaru przez to psuć sobie nastroju.
Perspektywa Clary
  Gdy napotkałam przygaszone oczy Biersacka, zrobiło mi się strasznie głupio. Nie chciałam go ranić. Głupia ja! Zawsze coś palnę a potem są tylko problemy. Mam tylko nadzieję, że mi się za to nie oberwie.
 – Na co się tak patrzycie?  spytał poirytowany Andy, widząc zszokowane spojrzenia przyjaciół. Chyba się zdenerwował...bardzo nie dobrze.
 – Idę zapalić  powiedziałam cicho, wyciągając z torebki paczkę fajek i szybkim krokiem udałam się w stronę wyjścia. Cała ta sytuacja była dla mnie niekomfortowa. Nie potrafię spojrzeć teraz Biersack'owi w oczy. Jaka ja jestem podła.
Będąc już na zewnątrz, usiadłam na zimnych, betonowych schodach i odpaliłam mojego papierosa. Zaciągnęłam się dosyć mocno,  o mało się przy tym nie dusząc. To za to, że jestem suką. Nie chciałam dłużej siedzieć przed klubem, więc stwierdziłam, ze przejdę się kawałek. Nie uszłam nawet trzech metrów, gdy usłyszałam za sobą czyjeś wołania. Odwróciwszy się ujrzałam trójkę chłopaków, którzy zmierzali w moim kierunki. Na moje oko mogli mieć jakieś dwadzieścia trzy lata. Nie za dobrze. Przyśpieszyłam kroku, jednak na nic się to zdało. Jeden z nich podbiegł do mnie i mocno chwycił za nadgarstek. Próbowałam się wyswobodzić, ale na próżno. Skurczybyk był naprawdę silny. Po chwili cisną mną o ścianę. Zaczęłam się bać.
 – Puść mnie!!!  krzyczałam ile miałam sił.
 – Spokojnie, tylko się zabawimy  na te słowa zesztywniałam. Moją głowę znów tonęła w obrazach z przeszłości. Były one straszne. Zobaczyłam, że idę ciemną alejką, gdy zaczepili mnie czterej mężczyźni. To co działo się potem.... było makabryczne. Oni poniżyli mnie, odebrali szczęście, pozostawili wieczną bliznę na mojej psychice. Oni mnie zgwałcili. Na tą myśl zaczęłam płakać, oraz krzyczeć, by ktoś mi pomógł. Nie chciałam znów tego przeżywać. Tego piekielnego bólu i poniżenia jak za pierwszym razem. Wtem usłyszałam znajome krzyki, mój oprawca chwilowo spojrzał w stronę, z której one dochodziły. To była moja szansa. Z całej siły, kopnęłam chłopaka w krocze, po czym ten klękną przede mną. Zaczęłam okładać napastnika pięściami. Niech raz on poczuje, jak to jest być bezbronnym. Płakałam nieustannie.  Moje uszy atakowały znajome głosy, jednak nie zważając na nie, dalej robiłam swoje, gdy poczułam jak czyjeś ręce zaplatają się na moim podbrzuszu i próbują odciągnąć mnie od mojej ofiary.  Początkowo nie chciałam ustąpić i wierzgałam nogami na wszystkie strony, dodatkowo raniąc napastnika jeszcze bardziej, moimi czarnymi szpilkami. Jednak musiałam poddać się, gdyż brakło mi sił. Wtem opanowałam szał i zaczęłam widzieć wszystko normalnie. Spojrzałam na wytatuowane ramiona, które mnie obejmowały. Wiedziałam, że są one Andy'ego. Przytulał mnie mocno do siebie, w tym czasie reszta BVB zajęła się kumplami niedoszłego gwałciciela. Mimo, że widziałam iż jestem bezpieczna, bałam się. Bałam się Andy'ego, jak i wszystkich chłopców. Czułam strach przed tym, że te okrucieństwa mogą się powtórzyć. W pośpiechu wyswobodziłam się z rąk niczego nie spodziewającego się Biersack'a i pobiegłam w stronę pobliskiego parku, gdzie przewróciłam się na chodniku, rozcinając lewą nogę.  Łzy nieustannie spływały po obu moich policzkach, rozmywając mi przy tym makijaż. Obolała, spoczęłam pod wielkim drzewem, o którego pień oparłam moje przemęczone plecy. Moja głowa leżałą teraz na kolanach, przez co nie widziałam co dzieje się dookoła mnie. Nawet nie wiem kiedy, znów wyczułam czyjąś obecność.
Perspektywa Andy'ego.
 Początkowo, gdy Clary opuściła lokal, chciałem za nią pobiec, jednak odpuściłem to sobie. Stwierdziłem, że i tak nie ma po co. Kumple wciąż się na mnie gapili, co niesamowicie irytowało. Miałem dosyć takiej atmosfery i powiedziałem im, że spadam do domu. Oznajmili, że idą ze mną. Nie chciałem tego, ale co mogłem zrobić? Uparli się. Będąc przed klubem usłyszeliśmy znajomy głos, który teraz wołał o pomoc. Ku zdziwieniu wszystkich była to Clarissa, oddalona od nas jakieś piętnaście, dwadzieścia metrów. Zaczęliśmy krzyczeć. Każdy z naszej szóstki był już gotowy, by przyłożyć chłopakowi, którzy śmiał jej dotknąć, gdy role niespodziewanie się odwróciły. Teraz to Clary miała kontrole i biła pięściami, napastnika po twarzy i brzuchu. Wraz z Ash'em podbiegliśmy do dwójki i rozdzieliliśmy ich, w przeciwnym razie brunetka tego gościa, by po prostu zabiła. Odciągnąłem ją na jakieś 5 metrów od jej ofiary, którą zajął się Ashley. Przytuliłem dziewczynę bardzo mocno, jednak ta po niespełna minucie wyswobodziła się z moich objęć i uciekła. Zawołałem chłopaków, którzy cudownie poradzili sobie z tą obleśną trójką i razem pobiegliśmy za Clary. Ciężko było nam ją odnaleźć, ponieważ zniknęła nam z pola widzenia. Po upływie niespełna dziesięciu minut znaleźliśmy ją w parku, trzymającą głowę na swoich kolanach. Nie wiedzieliśmy czy podejść bliżej, czy też nie. Nie mieliśmy pojęcia jak może zareagować. Ostatecznie jako jedyny się do niej zbliżyłem. Kucnąłem przed nią i chwyciłem za ramię, ta podniosła głowę i momentalnie odskoczyła na bok. Jej twarzy była mokra od słonych łez.
 – Zostaw mnie  powiedziała cicho.
 – Ale....  znów chwyciłem za jej ramię.
 - Zostaw mnie!! – krzyknęła odtrącając moją rękę. Cholernie się bała. Tylko kogo? Mnie? Przecież ja nigdy bym jej skrzywdził. Co ten sukinsyn z nią zrobił  myśli te wciąż błądziły w mojej głowie. Zastanawiałem się jak mogę jej pomóc, jednak na próżno. Podniosłem się i wróciłem do chłopaków,
 – I co teraz?  spytałem zdenerwowany.
 – Nie wiem, stary...  wycedził Ash. Pewnie, jak komplementować ma to pierwszy, ale jak naprawdę jest potrzebny, to nigdy nie wie, co powiedzieć. Ehh, chyba przez te nerwy zbytnio na niego najeżdżam.
 – Nie możemy przecież zostawić jej samej. Musimy ją jakoś przekonać, że nie zrobimy jej krzywdy. Moim zdaniem, to taki pierwszy szok po zdarzeniu, powinno jej to minąć  odezwał się Radke. Chociaż ten powiedział coś sensownego. Staliśmy jeszcze tak dobre pięć minut, aż w końcu zdobyliśmy się na to, by spróbować przekonać Clary do powrotu, do mojego domu. Ku zdumieniu wszystkich, udało się. Co prawda, po jakiś trzydziestu minutach, ale się udało. Najważniejsze, że przestała się nas obawiać.
 Wraz z Ash'em podnieśliśmy ją z ziemi, wtedy to, zobaczyłem jej zakrwawioną, lewą nogę. Słowo daję, ta dziewczyna kiedyś się zabije. Zaprowadziliśmy ją do samochodu Radke. Ona zasiadła na przodzie, koło kierowcy, natomiast ja wraz z resztą zespołu usiedliśmy z tyłu. Droga ciągnęła się w nieskończoność, za sprawą niezwykle spiętej atmosfery. Wszyscy martwili się o Clary. Już zdążyli ją polubić, a tu taka akcja.
Po dwudziestu pięciu minutach dotarliśmy pod mój dom. Ja szedłem przodem, by otworzyć drzwi dla Jake'a i Ash'a niosących roztrzęsioną Clarisse. Położyli ją w mojej sypialni, po czym wyszli z pomieszczenia i wrócili do salonu. Dziś zapewne będę musiał spać na kanapie. Clary musi odpocząć, zdecydowanie jej się to należy. Dzielnie walczyła z tym typem, to trzeba jej przyznać. Jednak te jej zmienne reakcje mnie zastanawiają. Gdybym ja z Ash'em nie odciągnął jej od niego, to najpewniej gościu byłby trupem. A potem nagła zmiana i zaczęła bać się wszystkich dookoła, ze mną włącznie. Ta dziewczyna zaciekawia mnie sobą coraz bardziej i wydaje mi się, że coś ukrywa.  Ale co?
Perspektywa Clary
 Dzisiejszego dnia nie zapomnę do końca moich dni. I jeszcze to wspomnienie, nie dające mi spokoju. Do tego chłopcy, których tak panicznie się bałam, a chcieli tylko pomóc. Nie wiem dlaczego tak zareagowałam. Może to swego rodzaju uraz, który po pewnym czasie znika? Oby tak było. Nie wyobrażam sobie ciągłego lęku przed osobami, które darzą mnie sympatią. Postanowiłam porozmawiać z Biersack'iem o dzisiejszym zajściu. Strasznie mi głupio z tego powodu. Nie chciałam tego powiedzieć, nawet tak nie myślę. Gdy tylko stanęłam na nogi poczułam koszmarny ból w lewej nodze. No tak... przecież mądra ja, musiałam sobie coś zrobić. Będąc w parku nie odczuwałam tak bólu, teraz był on dziesięć razy gorszy. Skierowałam się do łazienki, w celu obmycia rany. Po jej opłukaniu, zobaczyłam, że jest to dość duże rozcięcie, więc wyciągnęłam apteczkę leżącą pod zlewem, a z niej bandaż, który owinęłam wokół rany. Następnie udałam się do łóżka, jednak nie mogłam zasnąć. Po mojej głowie wciąż chodziła jedna myśl. Kiedyś zostałam zgwałcona, co znacznie odbiło się na mojej psychice i zachowaniu. Najchętniej zapomniałabym o tym paskudnym dniu, jednak nie mogę. Szósty lipca jest najbardziej przeklętym dniem. To dzień, w którym mnie upokorzono. Ten ból jaki odczuwam w środku jest nie do opisania. Nie jest to ból fizyczny, lecz psychiczny. Świadomość tego, że ktoś bez twojej zgody spustoszył twoje wnętrze, jest okropna. Setki razy gorsza niż cokolwiek innego. Bowiem rany fizyczne się zagoją i zostanie po nich jedynie mało widoczna blizna, psychiczne zaś nigdy się nie zabliźniają i zostają z nami do końca. Przytłoczona tymi wszystkimi myślami, usnęłam nie zważając na to, że byłam w ubraniach.
Następnego dnia...
Obudziłam się, jak na mnie dość wcześnie, bo o szóstej czterdzieści. Oczywiście towarzyszył temu potworny ból głowy, porównywalny do uderzania czymś tępym w tył głowy. Niechętnie wstałam, co było wyczynem, ponieważ ciężko było mi ustać na nogach. Skierowałam się do łazienki, wzięłam prysznic i trochę się ogarnęłam. Podczas wykonywanych przeze mnie tych czynności, nieustannie rozmyślałam o przeszłości. Zadawałam sobie masę pytań, na które nie potrafiłam w tej chwili odpowiedzieć. Choćby o to, dlaczego straciłam pamięć? Nawet na to pytanie nie byłam w stanie odpowiedzieć. Ta myśl strasznie mnie drażniła. I jeszcze ten feralny szósty lipiec...szkoda słów. Mam tylko nadzieję, że jak już odzyskam w pełni tą cholerną pamięć, to nie okaże się, że moja przeszłość jest jak z tandetnego dramatu dla nastolatek.
 Stojąc przy lustrze, do moich  uszu dobiegł dźwięk pukania do drzwi. Szybko ubrałam się w czarny szlafrok, stanowczo za duży i pomaszerowałam do drzwi. Otwierając je ujrzałam wysokiego bruneta, trzymającego tacę ze śniadaniem. Był nim nie kto inny, jak Andy  Biersack, jednak wydawał mi się on jakiś przygaszony. Do tej pory widywałam go w o wiele lepszym humorze. Mimo, że i ja nie byłam w nastroju to uśmiechnęłam się delikatnie do niego, na co ten próbował odpowiedzieć mi tym samym. ale zupełnie mu nie wyszło. Wpuściłam go do środka i oboje usiedliśmy na łóżku, uprzednio kładąc tacę na niewielkiej szafce znajdującej się obok.
 – Dziękuje za śniadanie. Nie musiałeś się fatygować  powiedziałam.
 – To drobiazg  odpowiedział bez emocji   Lepiej powiedz jak się czujesz.
 – Jest w miarę... nie wiedziałam, co mogę mu jeszcze powiedzieć. Nastała chwila ciszy, niezbyt komfortowej, zupełnie innej od tej, która nam towarzyszyła wcześniej.
 – Czemu tak wczoraj na mnie zareagowałaś? Uciekłaś....zrobiłem coś nie tak? Rozumiem, że sytuacja była jaka była, ale przecież mnie nie musisz się obawiać.
 – ... nie wiem dlaczego tak się stało...bałam się, że to znów się powtó.....– szybko zamknęłam usta, kiedy zobaczyłam przerażoną minę Biersack'a. Wtedy dotarły do mnie słowa, które wypowiedziałam. Cholera! Jaka ja jestem głupia!
 – Jak to znów się powtórzy!?
Kurwa. Wkopałam się. Kolejny raz. Brawo Clary...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak prezentuje się piąty rozdział ^^ Aż przypomniał mi się komentarz Dominiki, że mam dać jakiś gwałt czy nieciekawą przeszłość. Tylko nie myśl, że to ty przyczyniłaś się do powstania rozdziału :D Ta sytuacja od dawna rodziła się w mej główce :3
Rozdział zostawiam wam do oceny.
Buziaki :*

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 4

  – To my ci już głowy tym nie będziemy zawracać. Wiemy wszystko, co chcieliśmy, więc nie będziemy wracać do tematu – powiedział Jake posyłając mi ciepłe spojrzenie.
 – Dziękuję. A gdzie Andy i Ash?  spytałam po chwili. Nie musiałam jednak długo czekać na odpowiedź, ponieważ po kilku sekundach, chłopcy siedzieli przede mną zdyszani. Kilka minut później Andy poszedł się odświeżyć, tak więc znów zostałam w towarzystwie chłopaków, gdzie tym razem był jeszcze Ash. Ucieszyłam się, gdy przestał się mnie w końcu bać. Głupio bym się czuła, gdyby wciąż krępował się w mojej obecności. Fakt, jego słowa mnie zdenerwowały, no ale nie będę przecież złościła się na niego w nieskończoność. Nie jestem takim typem człowieka.
   Ashley, jeszcze raz przepraszam za to, ze cię uderzyłam  powiedziałam uśmiechając się.
  Nie przepraszaj. To ja zachowałem się, jak dupek. Nie powinienem wtedy się odzywać. Niestety, tak już mam  powiedział biorąc do ust szklankę z wisky.
***
  Do imprezy Radke zostały cztery godziny. Postanowiłam więc, dołączyć do chłopaków i wypić co nieco  od tak, na rozluźnienie. Ich miny, gdy nalewałam sobie do szklanki Jack'a Daniels'a, były nie do opisania. Ciekawe dlaczego... Właśnie w tym momencie, do mojej głowy, znów zaczęły powracać wspomnienia. Przed oczami migały mi kilkusekundowe sceny z mojego życia. W pamięci utkwiła mi jedna, w której wznoszę toast z jakimś chłopakiem. Z wyglądy pamiętam tyle, że miał kolczyk w wardze i ciemne włosy. Już miałam zobaczyć jego oczy, gdy wszystko się ulotniło. Zobaczyłam jasność, a po chwili znów ujrzałam chłopców, którzy dziwnie mi się przyglądali. Zignorowałam ich pytające spojrzenia i piłam dalej. Zastanawiało mnie tylko, kim był chłopak z mojego wspomnienia. Niestety nie poznałam odpowiedzi ze względu na  ogromną dziurę w pamięci. Andy wrócił do towarzystwa zanim ponownie "odpłynęłam". Na jego widok reszta znacznie się ożywiła. Ja natomiast, siedziałam trochę na uboczu próbując dojść do tego, kim był tajemniczy chłopak. Ta myśl w obecnej chwili nie dawała mi spokoju a niewiedza coraz bardziej pożerała. Biersack chyba zauważył, że coś mnie trapi, bo szepną mi do ucha
  Coś się stało? Chcesz pogadać?  wyczułam troskę w jego głosie. Nie mogłam mu jednak wspomnieć o tym chłopaku, tym bardziej, że musiałabym powiedzieć o utracie pamięci, a tego nie chciałam uczynić. Wiedziałam jednak, że prędzej czy później będę musiała o wszystkim mu powiedzieć, ale jeszcze nie teraz. Zamyślona, całkowicie zapomniałam o tym, że Andy wciąż oczekuje odpowiedzi na pytanie.
  Wszystko jest w porządku. Nie musisz się martwić  powiedziałam posyłając mu ciepłe spojrzenie, mając nadzieje, że uwierzy w moje słowa i się odczepi. Wtem napotkałam jego duże, hipnotyzujące, błękitne oczy, w których gościły jarzące się iskierki. Mogłabym wiecznie się w nie wpatrywać. Jednak musiałam przestać, bo wyczułam, na nas wzrok reszty zespołu. Od razu odwróciłam się, tym samym kończąc nasz kontakt wzrokowy. Sięgnęłam po moją szklankę z alkoholem. Z jakiegoś powodu wyczułam na sobie rozbawione spojrzenia reszty chłopaków.
***
Zegar w moim telefonie wskazywał godzinę osiemnastą. Na moje, powinniśmy się już zbierać. Chłopcy jednak stwierdzili, że mamy jeszcze sporo czasu. Ja nie byłam tego samego zdania. Z resztą, to jest normalne u dziewczyn, że dłużej im zajmuje przygotowanie się do wyjścia. Dałam znak Andy'mu, że idę na górę. Odpowiedział mi skinieniem głowy. Szybko skoczyłam jeszcze po torebkę, pozostawioną przeze mnie w kuchni, w której trzymam kosmetyczkę, by następnie udać się do łazienki. Po wykonaniu lekkiego makijażu w postaci delikatnej kreski eyelinerem, wytuszowanych rzęs i subtelnie zaznaczonych kościach policzkowych, włożeniu na siebie kwiecistej sukienki oraz uczesaniu włosów stwierdziłam, że jestem gotowa.
Perspektywa Andy'ego.
Gdy Clary poszła na górę, ja w między czasie wyszedłem na taras zapalić. Wyjąłem z paczki ostatniego papierosa i odpaliłem go. Zaciągając się, myślałem o brunetce. Zastanawiałem się czy moim znajomi ją polubią, a ona ich. Z resztą, dlaczego tak się tym przejmuję? Znam dziewczynę jedynie 2 dni. Chociaż...myślę, że złapaliśmy naprawdę dobry kontakt. Mam takie przeczucie, jakbyśmy znali się od zawsze. Sposób w jaki rozmawiamy jest niesamowicie luźny i przyjemny. Od razu przypomniała mi się moja Rosie, która zawsze wspierała mnie w trudnych chwilach, choć i ona nie miała lekko w życiu. Była najwspanialszą przyjaciółką. Ciekawe gdzie teraz się podziewa. Dalsze rozmyślania przerwał mi Ash, który właśnie wszedł na taras.
  Co chcesz?  spytałem gasząc fajkę.
  To już do kumpla przyjść pogadać nie można?  zaśmiał się.
  A o czym chcesz rozmawiać?  spytałem zdziwiony. Przywykłem do tego, ze to ja zawsze idę do Asha, gdy chcę pogadać.
  Przyznam, że fajna ta Clary. Chodź nadal mam do niej dystans po tym jak mi zdzieliła. Widać, że reszta ją polubiła. Masz szczęście  wyszczerzył zęby, poklepując mnie po plecach.
  Co masz na myśli?  uniosłem jedną brew. Zupełnie nie wiedziałem, o co mu chodziło.
 – Błagam, nie mów, że ci się nie podoba, bo nie uwierzę!
  Świetnie się dogadujemy, dobrze czuję się w jej obecności, ale nic więcej. Traktuję ją jak młodszą siostrę, której nigdy się nie doczekałem  ostatnie zdanie było zgodne z prawdą, jednak co do reszty miałem wątpliwości. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem, co czuję.
  Widzę, że od ciebie nic nie wyciągnę. Ja i tak wiem swoje  machnął na mnie ręką   Idziemy? Powinniśmy już wychodzić.
 Przytaknąłem i oboje weszliśmy do salonu. Momentalnie wszystkim chłopakom opadły szczęki. Mimo, że sam siebie nie widziałem, miałem podejrzenia, że mnie zatkało najbardziej. Clary wyglądała cudownie. Ubrana była w kwiecistą sukienkę z brązowym paskiem podkreślającym talię i moją skórzaną kurtkę. Na ramieniu miała zarzuconą brązową torebkę, a jej makijaż podkreślał jej piękne zielono-brązowe oczy. Schodząc po schodach widziała nasze miny, dlatego wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem, a my wciąż staliśmy w miejscu gapiąc się na nią.
  Co tak patrzycie? Brzydko wyglądam?  spytała unosząc brew.
Skądże znowu! Wyglądasz pięknie!  odezwał się Ashley. Ten do prawienia komplementów, to zawsze pierwszy.
 –  No to jak jedziemy? Za dwadzieścia minut musimy być na miejscu  przypomniała.
 Wszyscy skinęliśmy głową i udaliśmy się do wyjścia. Jako pierwsi wyszli Jake, Jinxx i CC, za nimi ruszył Ash. Clary wstąpiła jeszcze do kuchni po paczkę papierosów i wyszła, czekając na mnie na zewnątrz. Zamknąłem w pośpiechu drzwi i udałem się wraz z brunetką w stronę samochodu Ash'a.  Pięknie wyglądasz  powiedziałem jej na ucho. Podziękowała i oboje wsiedliśmy do auta. Do klubu dojechaliśmy po upływie 15 minut. Ash zaparkował samochód dość blisko wejścia, wiec nie musieliśmy daleko się fatygować. Ochroniarz wpuścił nas bez mniejszego problemu. Wszyscy szliśmy ciemnym korytarzem. Ja z Clary przodem, wtedy uchyliłem czarną zasłonę dzielącą korytarz z resztą klubu. Od razu poczułem woń alkoholu pomieszanego z dymem papierosowym oraz przeróżnymi perfumami. Kiedyś zapach ten bardzo mi przeszkadzał, jednak z czasem przywykłem. 
 Nasza loża znajdowała się z daleka od parkietu, na całe szczęście. Można było normalnie porozmawiać, a nie drzeć się próbując przekrzyczeć muzykę. Ja wraz z Clary, CC'm i Jinxx'em rozsiedliśmy się na kanapach, natomiast Ash z Jake'm poszli po drinki. Zastanawiało mnie jedynie, gdzie jest Ronnie? Nigdzie nie mogłem go wypatrzyć. Po chwili ujrzałem go w towarzystwie chłopaków niosących nam drinki.
 Radke w końcu się znalazłeś!   krzyknąłem uradowany.
 Siema Stary! Dawno się nie widzieliśmy. Trzeba to dziś nadrobić  rzucił mi swój jakże charakterystyczny uśmiech. Po chwili przechylił głowę, by zobaczyć kto siedzi za mną, chodziło mu zapewne o Clary.
 A kim jest ta dziewczyna?  skierował do mnie to pytanie. Zobaczyłem w jego oczach jakby radość? Boże, on też myśli, że to moja dziewczyna? Clary momentalnie wstała i podeszła do nas.
 Cześć, jestem Clary  powiedziała bez jakiejkolwiek nieśmiałości czy skrępowania.
 Ja jestem Ronnie Radke. Ale to już chyba wiesz, prawda?
 Tak. Chłopcy już o tobie wspominali.
 Dobra, poznaliście się? Jak tak, to zapraszam do stolika! Nie będę pić ciepłej wódki !  krzyknął Ash. Czy dla niego nie ma nic ważniejszego jak alkohol? Nie ważne.  Zająłem miejsce na sofie obok Chlarissy. Z drugiej strony siedział zaś Ronald.
Perspektywa Clary
 Dopijałam już trzeciego drinka, kiedy jakaś tleniona blondynka poprosiła Andy'ego do tańca. Moim zdaniem było to dziwne, bo to chłopak powinien poprosić dziewczynę a nie na odwrót. Z resztą, może jestem staroświecka. Wkrótce prawie wszyscy znaleźli się na parkiecie z wyjątkiem mnie, Radke i Jake'a, którzy o czymś namiętnie rozmawiali. Nie wiem dokładnie o czym, ponieważ średnio mnie to interesowało. Bardziej zwracałam uwagę na wygląd klubu. Miałam nieodparte wrażenie, że już tu byłam. Ściany spowite czarną farbą, gdzieniegdzie można było dostrzec krwisto czerwone zasłonki. Fotele w lożach obite były czarną skórą natomiast wszystkie stoliki wykonane zostały ze szkła. Jak na moje to dość ryzykowne posunięcie z uwagi na to, ze szkło lubi się tłuc, tym bardziej w klubach takich jak ten. 
 Od momentu przyjścia do tego miejsca ani razu nie zatańczyłam. Chodź Ash  pięciokrotnie prosił mnie do tańca, to za każdym razem mu odmawiałam. Nie dlatego, że nie chciałam z nim tańczyć, po prostu nadal myślałam nad tym chłopakiem ze wspomnienia. Próbując odtworzyć scenkę w myślach, zaważyłam jakby drugi plan, przed którym stałam wraz z ciemnowłosym. Byłam w prawie stu procentach przekonana, że był to właśnie ten klub.
 Clary po raz szósty i ostatni proszę cię do tańca  powiedział Ash, który dopiero co wrócił z parkietu i stanął przede mną, wyciągając do mnie dłoń. Stwierdziłam, że się zgodzę. W końcu prosi już szósty raz i głupio byłoby znów mu odmówić. W głośnikach rozbrzmiewała piosenka Akon'a i David'a Guetty " Sexy Bitch ". Wraz z Ashe'm lekko wstawieni zaczęliśmy podrygiwać w rytm muzyki. Nie wiem czy określenie "lekko wstawiony" pasuje mi do Ashleya, który wywija się przede mną lepiej niż nie jedna panna lekkich obyczajów. Mimo wszystko tańczyło mi się z nim świetnie.
Wracając z parkietu zauważyłam Andy'ego w towarzystwie tej samej blondynki, która wcześniej prosiła go do tańca, kierujących się w kierunku...łazienek? Od razu wiedziałam, co zamierzają robić. Wtedy właśnie poczułam jakby złość? Chyba można to tak nazwać. Przecież miał spędzać czas z nami, a nie zabawiać się z pierwszą, lepszą. A, zresztą jego życie, jego sprawa. Nie będę się wtrącać. Wróciwszy do stolika, sięgnęłam po kolejnego drinka.
 Ej, może trochę przystopuj  powiedział Radke zabierając mojego niebiesko-białego drinka. Już chciałam to skomentować, gdy znów się odezwał – ... w przeciwnym razie będziemy musieli zbierać cię z podłogi...
 Czy ty uważasz, że mam słabą głowę!?  spytałam lekko zirytowana.
 To ty to powiedziałaś, nie ja  uniósł ręce w geście obronnym, widząc moje zabójcze spojrzenie. Serio jest ono takie straszne?
 Dobra dobra, oddasz mi łaskawie tego pieprzonego drinka? Ostrzegam, do cierpliwych nie należę  pogroziłam mu palcem.
 Cóż za charakterek, już cię lubię, mała  powiedział, podając mi szklankę z alkoholem.
 I tak ma być  rozsiadłam się na sofie obok Ronniego. Ukradkiem spoglądałam na niego, chcąc przypatrzeć się jego licznym tatuażom. Miał je na rękach w postaci rękawów oraz na szyi i karku. Dostrzegłam również na jego kostkach u  rąk napis "Bang. Bang". Ponownie przeniosłam wzrok na twarz Radke i dostrzegłam ciemne oczy, podkreślone dodatkowo kredką w tym samym kolorze. Analizowałam tak jego wygląd dopóki ten się nie zorientował i uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam ten gest i spojrzałam na basistę, który zamierzał zabrać głos.
Widzieliście Andy'ego? Coś długo nie wraca...  spytał  zupełnie niepotrzebnie, ponieważ po jego wyrazie twarzy można było odczytać, że domyśla się gdzie teraz może być Biersack.
 Romansuje z jakąś lalą w WC  odpowiedziałam obojętnie, kręcąc słomką po ściankach naczynia.
 Ja na twoim miejscu byłbym zazdro....  odezwał się basista, jednak nie pozwoliłam mu dokończyć.
 O czym ty mówisz? O co mam być zazdrosna?  poczułam wypieki na twarzy. Czy ten dzień nie może być normalny?
 No o Andy'ego. Wszyscy tu widzą w jaki sposób na siebie patrzycie, no może z wyjątkiem Radke  Ronnie posłał basiście spojrzenie o treści "Dzięki, wiesz.", na co ten tylko się zaśmiał  przyznaj, że coś między wami jest.
 Owszem, przyjaźń. Przeliterować? Nie rozumiem, o co wam wszystkim chodzi! Poznaliście mnie dopiero dziś a już dopatrujecie się czegoś, czego nie ma ! Andy mi się nawet nie podoba!  po moim jakże dającym do zrozumienia wykładzie spojrzałam na chłopaków, których szczęki były szeroko otwarte. Początkowo myślałam, że to ja tak na nich wpłynęłam, jednak wszystko zrozumiałam, gdy usłyszałam za sobą odchrząknięcie i odwróciwszy się ujrzałam zmieszany wyraz twarzy Biersack'a. Mam przejebane.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to tak prezentuje się rozdział czwarty ^^
Tak wiem trochę krótki, ale chciałam skończyć właśnie na tym momencie. Dziękuję wam z całego serca, za miłe komentarze ;) Nawet nie wiecie, jakie to budujące, kiedy dopiero zaczynacie. Słyszę od was, że jak na razie jest zbyt  cukierkowo. No z tym się zgodzę. Jednak mam wszystko zaplanowane, jednak to wymaga czasu. O dramaty się nie martwcie będą na pewno ;)
Także, do następnej notki ! ;)