poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Ogłoszenia Parafialne

Witajcie kochani :D
Piszę ten, post, by powiedzieć wam o zmianie adresu bloga( chodź i tak zdążyliście zauważyć)
Wiem wiem, skomplikowałam sobie i wam trochę życie, no cóż bywa. A więc, dlaczego zmieniłam adres? Ponieważ, jestem bardzo związana z utworem zespołu Three Days Grace - Lost in You, poza tym tekst tej piosenki trafia w fabułę opowiadania, bardziej niż Saviour, którą początkowo chciałam użyć w zwiastunie, który być może stworzę. Mam nadzieję, że nie macie do mnie o to żalu.
Informuję również o tym, że dziś pojawi się szósty rozdział.
Buziaki :*
Na koniec Zdjęcie naszego Andysia :3

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 5

Perspektywa Andy'ego
Po wyjściu z damskiej toalety, w której byłem wcześniej z nowo poznaną blondynką, skierowałem się w stronę moim przyjaciół, siedzących w loży. W drodze do nich, pomyślałem, by poprosić Clary do tańca. Z tego co wcześniej zdążyłem zaobserwować,  tańczyła ona z Ash'em, więc czemu mi miałaby odmówić? Gdy znajdowałem się niecały metr od ekipy, do moich uszu dobiegł urywek rozmowy między basistą a brunetką, siedzących w towarzystwie reszty zespołu oraz Radke.
 – Clary przyznaj, że coś między wami jest  Ash spojrzał na nią wyczekując odpowiedzi, na którą liczył.
 – Owszem...Przyjaźń. Przeliterować ? Nie rozumiem, o co wam chodzi! Poznaliście mnie dopiero dzisiaj a już dopatrujecie się czegoś, czego nie ma! Andy mi się nawet nie podoba  ostatnie słowa wypowiedziane przez brunetkę niesamowicie mnie zmieszały. Czułem złość, smutek i zażenowanie tym, że robiłem sobie nadzieję. Znajdując się nawet nie pół metra od Clarissy, głośno odchrząknąłem. Ta odwróciła się i wtedy ujrzałem jej wyraz twarzy. Oprócz strachu widocznego w jej oczach, dostrzegłem także zawstydzenie i jakby...smutek? Pewnie jej teraz głupio, nie chciała mnie zranić, chodź już to zrobiła. Patrząc wstecz to ja też powiedziałem Ashley'owi, że nic mnie z nią nie łączy. Już mniejsza o to, powiedziała to powiedziała, nie mam zamiaru przez to psuć sobie nastroju.
Perspektywa Clary
  Gdy napotkałam przygaszone oczy Biersacka, zrobiło mi się strasznie głupio. Nie chciałam go ranić. Głupia ja! Zawsze coś palnę a potem są tylko problemy. Mam tylko nadzieję, że mi się za to nie oberwie.
 – Na co się tak patrzycie?  spytał poirytowany Andy, widząc zszokowane spojrzenia przyjaciół. Chyba się zdenerwował...bardzo nie dobrze.
 – Idę zapalić  powiedziałam cicho, wyciągając z torebki paczkę fajek i szybkim krokiem udałam się w stronę wyjścia. Cała ta sytuacja była dla mnie niekomfortowa. Nie potrafię spojrzeć teraz Biersack'owi w oczy. Jaka ja jestem podła.
Będąc już na zewnątrz, usiadłam na zimnych, betonowych schodach i odpaliłam mojego papierosa. Zaciągnęłam się dosyć mocno,  o mało się przy tym nie dusząc. To za to, że jestem suką. Nie chciałam dłużej siedzieć przed klubem, więc stwierdziłam, ze przejdę się kawałek. Nie uszłam nawet trzech metrów, gdy usłyszałam za sobą czyjeś wołania. Odwróciwszy się ujrzałam trójkę chłopaków, którzy zmierzali w moim kierunki. Na moje oko mogli mieć jakieś dwadzieścia trzy lata. Nie za dobrze. Przyśpieszyłam kroku, jednak na nic się to zdało. Jeden z nich podbiegł do mnie i mocno chwycił za nadgarstek. Próbowałam się wyswobodzić, ale na próżno. Skurczybyk był naprawdę silny. Po chwili cisną mną o ścianę. Zaczęłam się bać.
 – Puść mnie!!!  krzyczałam ile miałam sił.
 – Spokojnie, tylko się zabawimy  na te słowa zesztywniałam. Moją głowę znów tonęła w obrazach z przeszłości. Były one straszne. Zobaczyłam, że idę ciemną alejką, gdy zaczepili mnie czterej mężczyźni. To co działo się potem.... było makabryczne. Oni poniżyli mnie, odebrali szczęście, pozostawili wieczną bliznę na mojej psychice. Oni mnie zgwałcili. Na tą myśl zaczęłam płakać, oraz krzyczeć, by ktoś mi pomógł. Nie chciałam znów tego przeżywać. Tego piekielnego bólu i poniżenia jak za pierwszym razem. Wtem usłyszałam znajome krzyki, mój oprawca chwilowo spojrzał w stronę, z której one dochodziły. To była moja szansa. Z całej siły, kopnęłam chłopaka w krocze, po czym ten klękną przede mną. Zaczęłam okładać napastnika pięściami. Niech raz on poczuje, jak to jest być bezbronnym. Płakałam nieustannie.  Moje uszy atakowały znajome głosy, jednak nie zważając na nie, dalej robiłam swoje, gdy poczułam jak czyjeś ręce zaplatają się na moim podbrzuszu i próbują odciągnąć mnie od mojej ofiary.  Początkowo nie chciałam ustąpić i wierzgałam nogami na wszystkie strony, dodatkowo raniąc napastnika jeszcze bardziej, moimi czarnymi szpilkami. Jednak musiałam poddać się, gdyż brakło mi sił. Wtem opanowałam szał i zaczęłam widzieć wszystko normalnie. Spojrzałam na wytatuowane ramiona, które mnie obejmowały. Wiedziałam, że są one Andy'ego. Przytulał mnie mocno do siebie, w tym czasie reszta BVB zajęła się kumplami niedoszłego gwałciciela. Mimo, że widziałam iż jestem bezpieczna, bałam się. Bałam się Andy'ego, jak i wszystkich chłopców. Czułam strach przed tym, że te okrucieństwa mogą się powtórzyć. W pośpiechu wyswobodziłam się z rąk niczego nie spodziewającego się Biersack'a i pobiegłam w stronę pobliskiego parku, gdzie przewróciłam się na chodniku, rozcinając lewą nogę.  Łzy nieustannie spływały po obu moich policzkach, rozmywając mi przy tym makijaż. Obolała, spoczęłam pod wielkim drzewem, o którego pień oparłam moje przemęczone plecy. Moja głowa leżałą teraz na kolanach, przez co nie widziałam co dzieje się dookoła mnie. Nawet nie wiem kiedy, znów wyczułam czyjąś obecność.
Perspektywa Andy'ego.
 Początkowo, gdy Clary opuściła lokal, chciałem za nią pobiec, jednak odpuściłem to sobie. Stwierdziłem, że i tak nie ma po co. Kumple wciąż się na mnie gapili, co niesamowicie irytowało. Miałem dosyć takiej atmosfery i powiedziałem im, że spadam do domu. Oznajmili, że idą ze mną. Nie chciałem tego, ale co mogłem zrobić? Uparli się. Będąc przed klubem usłyszeliśmy znajomy głos, który teraz wołał o pomoc. Ku zdziwieniu wszystkich była to Clarissa, oddalona od nas jakieś piętnaście, dwadzieścia metrów. Zaczęliśmy krzyczeć. Każdy z naszej szóstki był już gotowy, by przyłożyć chłopakowi, którzy śmiał jej dotknąć, gdy role niespodziewanie się odwróciły. Teraz to Clary miała kontrole i biła pięściami, napastnika po twarzy i brzuchu. Wraz z Ash'em podbiegliśmy do dwójki i rozdzieliliśmy ich, w przeciwnym razie brunetka tego gościa, by po prostu zabiła. Odciągnąłem ją na jakieś 5 metrów od jej ofiary, którą zajął się Ashley. Przytuliłem dziewczynę bardzo mocno, jednak ta po niespełna minucie wyswobodziła się z moich objęć i uciekła. Zawołałem chłopaków, którzy cudownie poradzili sobie z tą obleśną trójką i razem pobiegliśmy za Clary. Ciężko było nam ją odnaleźć, ponieważ zniknęła nam z pola widzenia. Po upływie niespełna dziesięciu minut znaleźliśmy ją w parku, trzymającą głowę na swoich kolanach. Nie wiedzieliśmy czy podejść bliżej, czy też nie. Nie mieliśmy pojęcia jak może zareagować. Ostatecznie jako jedyny się do niej zbliżyłem. Kucnąłem przed nią i chwyciłem za ramię, ta podniosła głowę i momentalnie odskoczyła na bok. Jej twarzy była mokra od słonych łez.
 – Zostaw mnie  powiedziała cicho.
 – Ale....  znów chwyciłem za jej ramię.
 - Zostaw mnie!! – krzyknęła odtrącając moją rękę. Cholernie się bała. Tylko kogo? Mnie? Przecież ja nigdy bym jej skrzywdził. Co ten sukinsyn z nią zrobił  myśli te wciąż błądziły w mojej głowie. Zastanawiałem się jak mogę jej pomóc, jednak na próżno. Podniosłem się i wróciłem do chłopaków,
 – I co teraz?  spytałem zdenerwowany.
 – Nie wiem, stary...  wycedził Ash. Pewnie, jak komplementować ma to pierwszy, ale jak naprawdę jest potrzebny, to nigdy nie wie, co powiedzieć. Ehh, chyba przez te nerwy zbytnio na niego najeżdżam.
 – Nie możemy przecież zostawić jej samej. Musimy ją jakoś przekonać, że nie zrobimy jej krzywdy. Moim zdaniem, to taki pierwszy szok po zdarzeniu, powinno jej to minąć  odezwał się Radke. Chociaż ten powiedział coś sensownego. Staliśmy jeszcze tak dobre pięć minut, aż w końcu zdobyliśmy się na to, by spróbować przekonać Clary do powrotu, do mojego domu. Ku zdumieniu wszystkich, udało się. Co prawda, po jakiś trzydziestu minutach, ale się udało. Najważniejsze, że przestała się nas obawiać.
 Wraz z Ash'em podnieśliśmy ją z ziemi, wtedy to, zobaczyłem jej zakrwawioną, lewą nogę. Słowo daję, ta dziewczyna kiedyś się zabije. Zaprowadziliśmy ją do samochodu Radke. Ona zasiadła na przodzie, koło kierowcy, natomiast ja wraz z resztą zespołu usiedliśmy z tyłu. Droga ciągnęła się w nieskończoność, za sprawą niezwykle spiętej atmosfery. Wszyscy martwili się o Clary. Już zdążyli ją polubić, a tu taka akcja.
Po dwudziestu pięciu minutach dotarliśmy pod mój dom. Ja szedłem przodem, by otworzyć drzwi dla Jake'a i Ash'a niosących roztrzęsioną Clarisse. Położyli ją w mojej sypialni, po czym wyszli z pomieszczenia i wrócili do salonu. Dziś zapewne będę musiał spać na kanapie. Clary musi odpocząć, zdecydowanie jej się to należy. Dzielnie walczyła z tym typem, to trzeba jej przyznać. Jednak te jej zmienne reakcje mnie zastanawiają. Gdybym ja z Ash'em nie odciągnął jej od niego, to najpewniej gościu byłby trupem. A potem nagła zmiana i zaczęła bać się wszystkich dookoła, ze mną włącznie. Ta dziewczyna zaciekawia mnie sobą coraz bardziej i wydaje mi się, że coś ukrywa.  Ale co?
Perspektywa Clary
 Dzisiejszego dnia nie zapomnę do końca moich dni. I jeszcze to wspomnienie, nie dające mi spokoju. Do tego chłopcy, których tak panicznie się bałam, a chcieli tylko pomóc. Nie wiem dlaczego tak zareagowałam. Może to swego rodzaju uraz, który po pewnym czasie znika? Oby tak było. Nie wyobrażam sobie ciągłego lęku przed osobami, które darzą mnie sympatią. Postanowiłam porozmawiać z Biersack'iem o dzisiejszym zajściu. Strasznie mi głupio z tego powodu. Nie chciałam tego powiedzieć, nawet tak nie myślę. Gdy tylko stanęłam na nogi poczułam koszmarny ból w lewej nodze. No tak... przecież mądra ja, musiałam sobie coś zrobić. Będąc w parku nie odczuwałam tak bólu, teraz był on dziesięć razy gorszy. Skierowałam się do łazienki, w celu obmycia rany. Po jej opłukaniu, zobaczyłam, że jest to dość duże rozcięcie, więc wyciągnęłam apteczkę leżącą pod zlewem, a z niej bandaż, który owinęłam wokół rany. Następnie udałam się do łóżka, jednak nie mogłam zasnąć. Po mojej głowie wciąż chodziła jedna myśl. Kiedyś zostałam zgwałcona, co znacznie odbiło się na mojej psychice i zachowaniu. Najchętniej zapomniałabym o tym paskudnym dniu, jednak nie mogę. Szósty lipca jest najbardziej przeklętym dniem. To dzień, w którym mnie upokorzono. Ten ból jaki odczuwam w środku jest nie do opisania. Nie jest to ból fizyczny, lecz psychiczny. Świadomość tego, że ktoś bez twojej zgody spustoszył twoje wnętrze, jest okropna. Setki razy gorsza niż cokolwiek innego. Bowiem rany fizyczne się zagoją i zostanie po nich jedynie mało widoczna blizna, psychiczne zaś nigdy się nie zabliźniają i zostają z nami do końca. Przytłoczona tymi wszystkimi myślami, usnęłam nie zważając na to, że byłam w ubraniach.
Następnego dnia...
Obudziłam się, jak na mnie dość wcześnie, bo o szóstej czterdzieści. Oczywiście towarzyszył temu potworny ból głowy, porównywalny do uderzania czymś tępym w tył głowy. Niechętnie wstałam, co było wyczynem, ponieważ ciężko było mi ustać na nogach. Skierowałam się do łazienki, wzięłam prysznic i trochę się ogarnęłam. Podczas wykonywanych przeze mnie tych czynności, nieustannie rozmyślałam o przeszłości. Zadawałam sobie masę pytań, na które nie potrafiłam w tej chwili odpowiedzieć. Choćby o to, dlaczego straciłam pamięć? Nawet na to pytanie nie byłam w stanie odpowiedzieć. Ta myśl strasznie mnie drażniła. I jeszcze ten feralny szósty lipiec...szkoda słów. Mam tylko nadzieję, że jak już odzyskam w pełni tą cholerną pamięć, to nie okaże się, że moja przeszłość jest jak z tandetnego dramatu dla nastolatek.
 Stojąc przy lustrze, do moich  uszu dobiegł dźwięk pukania do drzwi. Szybko ubrałam się w czarny szlafrok, stanowczo za duży i pomaszerowałam do drzwi. Otwierając je ujrzałam wysokiego bruneta, trzymającego tacę ze śniadaniem. Był nim nie kto inny, jak Andy  Biersack, jednak wydawał mi się on jakiś przygaszony. Do tej pory widywałam go w o wiele lepszym humorze. Mimo, że i ja nie byłam w nastroju to uśmiechnęłam się delikatnie do niego, na co ten próbował odpowiedzieć mi tym samym. ale zupełnie mu nie wyszło. Wpuściłam go do środka i oboje usiedliśmy na łóżku, uprzednio kładąc tacę na niewielkiej szafce znajdującej się obok.
 – Dziękuje za śniadanie. Nie musiałeś się fatygować  powiedziałam.
 – To drobiazg  odpowiedział bez emocji   Lepiej powiedz jak się czujesz.
 – Jest w miarę... nie wiedziałam, co mogę mu jeszcze powiedzieć. Nastała chwila ciszy, niezbyt komfortowej, zupełnie innej od tej, która nam towarzyszyła wcześniej.
 – Czemu tak wczoraj na mnie zareagowałaś? Uciekłaś....zrobiłem coś nie tak? Rozumiem, że sytuacja była jaka była, ale przecież mnie nie musisz się obawiać.
 – ... nie wiem dlaczego tak się stało...bałam się, że to znów się powtó.....– szybko zamknęłam usta, kiedy zobaczyłam przerażoną minę Biersack'a. Wtedy dotarły do mnie słowa, które wypowiedziałam. Cholera! Jaka ja jestem głupia!
 – Jak to znów się powtórzy!?
Kurwa. Wkopałam się. Kolejny raz. Brawo Clary...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak prezentuje się piąty rozdział ^^ Aż przypomniał mi się komentarz Dominiki, że mam dać jakiś gwałt czy nieciekawą przeszłość. Tylko nie myśl, że to ty przyczyniłaś się do powstania rozdziału :D Ta sytuacja od dawna rodziła się w mej główce :3
Rozdział zostawiam wam do oceny.
Buziaki :*

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 4

  – To my ci już głowy tym nie będziemy zawracać. Wiemy wszystko, co chcieliśmy, więc nie będziemy wracać do tematu – powiedział Jake posyłając mi ciepłe spojrzenie.
 – Dziękuję. A gdzie Andy i Ash?  spytałam po chwili. Nie musiałam jednak długo czekać na odpowiedź, ponieważ po kilku sekundach, chłopcy siedzieli przede mną zdyszani. Kilka minut później Andy poszedł się odświeżyć, tak więc znów zostałam w towarzystwie chłopaków, gdzie tym razem był jeszcze Ash. Ucieszyłam się, gdy przestał się mnie w końcu bać. Głupio bym się czuła, gdyby wciąż krępował się w mojej obecności. Fakt, jego słowa mnie zdenerwowały, no ale nie będę przecież złościła się na niego w nieskończoność. Nie jestem takim typem człowieka.
   Ashley, jeszcze raz przepraszam za to, ze cię uderzyłam  powiedziałam uśmiechając się.
  Nie przepraszaj. To ja zachowałem się, jak dupek. Nie powinienem wtedy się odzywać. Niestety, tak już mam  powiedział biorąc do ust szklankę z wisky.
***
  Do imprezy Radke zostały cztery godziny. Postanowiłam więc, dołączyć do chłopaków i wypić co nieco  od tak, na rozluźnienie. Ich miny, gdy nalewałam sobie do szklanki Jack'a Daniels'a, były nie do opisania. Ciekawe dlaczego... Właśnie w tym momencie, do mojej głowy, znów zaczęły powracać wspomnienia. Przed oczami migały mi kilkusekundowe sceny z mojego życia. W pamięci utkwiła mi jedna, w której wznoszę toast z jakimś chłopakiem. Z wyglądy pamiętam tyle, że miał kolczyk w wardze i ciemne włosy. Już miałam zobaczyć jego oczy, gdy wszystko się ulotniło. Zobaczyłam jasność, a po chwili znów ujrzałam chłopców, którzy dziwnie mi się przyglądali. Zignorowałam ich pytające spojrzenia i piłam dalej. Zastanawiało mnie tylko, kim był chłopak z mojego wspomnienia. Niestety nie poznałam odpowiedzi ze względu na  ogromną dziurę w pamięci. Andy wrócił do towarzystwa zanim ponownie "odpłynęłam". Na jego widok reszta znacznie się ożywiła. Ja natomiast, siedziałam trochę na uboczu próbując dojść do tego, kim był tajemniczy chłopak. Ta myśl w obecnej chwili nie dawała mi spokoju a niewiedza coraz bardziej pożerała. Biersack chyba zauważył, że coś mnie trapi, bo szepną mi do ucha
  Coś się stało? Chcesz pogadać?  wyczułam troskę w jego głosie. Nie mogłam mu jednak wspomnieć o tym chłopaku, tym bardziej, że musiałabym powiedzieć o utracie pamięci, a tego nie chciałam uczynić. Wiedziałam jednak, że prędzej czy później będę musiała o wszystkim mu powiedzieć, ale jeszcze nie teraz. Zamyślona, całkowicie zapomniałam o tym, że Andy wciąż oczekuje odpowiedzi na pytanie.
  Wszystko jest w porządku. Nie musisz się martwić  powiedziałam posyłając mu ciepłe spojrzenie, mając nadzieje, że uwierzy w moje słowa i się odczepi. Wtem napotkałam jego duże, hipnotyzujące, błękitne oczy, w których gościły jarzące się iskierki. Mogłabym wiecznie się w nie wpatrywać. Jednak musiałam przestać, bo wyczułam, na nas wzrok reszty zespołu. Od razu odwróciłam się, tym samym kończąc nasz kontakt wzrokowy. Sięgnęłam po moją szklankę z alkoholem. Z jakiegoś powodu wyczułam na sobie rozbawione spojrzenia reszty chłopaków.
***
Zegar w moim telefonie wskazywał godzinę osiemnastą. Na moje, powinniśmy się już zbierać. Chłopcy jednak stwierdzili, że mamy jeszcze sporo czasu. Ja nie byłam tego samego zdania. Z resztą, to jest normalne u dziewczyn, że dłużej im zajmuje przygotowanie się do wyjścia. Dałam znak Andy'mu, że idę na górę. Odpowiedział mi skinieniem głowy. Szybko skoczyłam jeszcze po torebkę, pozostawioną przeze mnie w kuchni, w której trzymam kosmetyczkę, by następnie udać się do łazienki. Po wykonaniu lekkiego makijażu w postaci delikatnej kreski eyelinerem, wytuszowanych rzęs i subtelnie zaznaczonych kościach policzkowych, włożeniu na siebie kwiecistej sukienki oraz uczesaniu włosów stwierdziłam, że jestem gotowa.
Perspektywa Andy'ego.
Gdy Clary poszła na górę, ja w między czasie wyszedłem na taras zapalić. Wyjąłem z paczki ostatniego papierosa i odpaliłem go. Zaciągając się, myślałem o brunetce. Zastanawiałem się czy moim znajomi ją polubią, a ona ich. Z resztą, dlaczego tak się tym przejmuję? Znam dziewczynę jedynie 2 dni. Chociaż...myślę, że złapaliśmy naprawdę dobry kontakt. Mam takie przeczucie, jakbyśmy znali się od zawsze. Sposób w jaki rozmawiamy jest niesamowicie luźny i przyjemny. Od razu przypomniała mi się moja Rosie, która zawsze wspierała mnie w trudnych chwilach, choć i ona nie miała lekko w życiu. Była najwspanialszą przyjaciółką. Ciekawe gdzie teraz się podziewa. Dalsze rozmyślania przerwał mi Ash, który właśnie wszedł na taras.
  Co chcesz?  spytałem gasząc fajkę.
  To już do kumpla przyjść pogadać nie można?  zaśmiał się.
  A o czym chcesz rozmawiać?  spytałem zdziwiony. Przywykłem do tego, ze to ja zawsze idę do Asha, gdy chcę pogadać.
  Przyznam, że fajna ta Clary. Chodź nadal mam do niej dystans po tym jak mi zdzieliła. Widać, że reszta ją polubiła. Masz szczęście  wyszczerzył zęby, poklepując mnie po plecach.
  Co masz na myśli?  uniosłem jedną brew. Zupełnie nie wiedziałem, o co mu chodziło.
 – Błagam, nie mów, że ci się nie podoba, bo nie uwierzę!
  Świetnie się dogadujemy, dobrze czuję się w jej obecności, ale nic więcej. Traktuję ją jak młodszą siostrę, której nigdy się nie doczekałem  ostatnie zdanie było zgodne z prawdą, jednak co do reszty miałem wątpliwości. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałem, co czuję.
  Widzę, że od ciebie nic nie wyciągnę. Ja i tak wiem swoje  machnął na mnie ręką   Idziemy? Powinniśmy już wychodzić.
 Przytaknąłem i oboje weszliśmy do salonu. Momentalnie wszystkim chłopakom opadły szczęki. Mimo, że sam siebie nie widziałem, miałem podejrzenia, że mnie zatkało najbardziej. Clary wyglądała cudownie. Ubrana była w kwiecistą sukienkę z brązowym paskiem podkreślającym talię i moją skórzaną kurtkę. Na ramieniu miała zarzuconą brązową torebkę, a jej makijaż podkreślał jej piękne zielono-brązowe oczy. Schodząc po schodach widziała nasze miny, dlatego wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem, a my wciąż staliśmy w miejscu gapiąc się na nią.
  Co tak patrzycie? Brzydko wyglądam?  spytała unosząc brew.
Skądże znowu! Wyglądasz pięknie!  odezwał się Ashley. Ten do prawienia komplementów, to zawsze pierwszy.
 –  No to jak jedziemy? Za dwadzieścia minut musimy być na miejscu  przypomniała.
 Wszyscy skinęliśmy głową i udaliśmy się do wyjścia. Jako pierwsi wyszli Jake, Jinxx i CC, za nimi ruszył Ash. Clary wstąpiła jeszcze do kuchni po paczkę papierosów i wyszła, czekając na mnie na zewnątrz. Zamknąłem w pośpiechu drzwi i udałem się wraz z brunetką w stronę samochodu Ash'a.  Pięknie wyglądasz  powiedziałem jej na ucho. Podziękowała i oboje wsiedliśmy do auta. Do klubu dojechaliśmy po upływie 15 minut. Ash zaparkował samochód dość blisko wejścia, wiec nie musieliśmy daleko się fatygować. Ochroniarz wpuścił nas bez mniejszego problemu. Wszyscy szliśmy ciemnym korytarzem. Ja z Clary przodem, wtedy uchyliłem czarną zasłonę dzielącą korytarz z resztą klubu. Od razu poczułem woń alkoholu pomieszanego z dymem papierosowym oraz przeróżnymi perfumami. Kiedyś zapach ten bardzo mi przeszkadzał, jednak z czasem przywykłem. 
 Nasza loża znajdowała się z daleka od parkietu, na całe szczęście. Można było normalnie porozmawiać, a nie drzeć się próbując przekrzyczeć muzykę. Ja wraz z Clary, CC'm i Jinxx'em rozsiedliśmy się na kanapach, natomiast Ash z Jake'm poszli po drinki. Zastanawiało mnie jedynie, gdzie jest Ronnie? Nigdzie nie mogłem go wypatrzyć. Po chwili ujrzałem go w towarzystwie chłopaków niosących nam drinki.
 Radke w końcu się znalazłeś!   krzyknąłem uradowany.
 Siema Stary! Dawno się nie widzieliśmy. Trzeba to dziś nadrobić  rzucił mi swój jakże charakterystyczny uśmiech. Po chwili przechylił głowę, by zobaczyć kto siedzi za mną, chodziło mu zapewne o Clary.
 A kim jest ta dziewczyna?  skierował do mnie to pytanie. Zobaczyłem w jego oczach jakby radość? Boże, on też myśli, że to moja dziewczyna? Clary momentalnie wstała i podeszła do nas.
 Cześć, jestem Clary  powiedziała bez jakiejkolwiek nieśmiałości czy skrępowania.
 Ja jestem Ronnie Radke. Ale to już chyba wiesz, prawda?
 Tak. Chłopcy już o tobie wspominali.
 Dobra, poznaliście się? Jak tak, to zapraszam do stolika! Nie będę pić ciepłej wódki !  krzyknął Ash. Czy dla niego nie ma nic ważniejszego jak alkohol? Nie ważne.  Zająłem miejsce na sofie obok Chlarissy. Z drugiej strony siedział zaś Ronald.
Perspektywa Clary
 Dopijałam już trzeciego drinka, kiedy jakaś tleniona blondynka poprosiła Andy'ego do tańca. Moim zdaniem było to dziwne, bo to chłopak powinien poprosić dziewczynę a nie na odwrót. Z resztą, może jestem staroświecka. Wkrótce prawie wszyscy znaleźli się na parkiecie z wyjątkiem mnie, Radke i Jake'a, którzy o czymś namiętnie rozmawiali. Nie wiem dokładnie o czym, ponieważ średnio mnie to interesowało. Bardziej zwracałam uwagę na wygląd klubu. Miałam nieodparte wrażenie, że już tu byłam. Ściany spowite czarną farbą, gdzieniegdzie można było dostrzec krwisto czerwone zasłonki. Fotele w lożach obite były czarną skórą natomiast wszystkie stoliki wykonane zostały ze szkła. Jak na moje to dość ryzykowne posunięcie z uwagi na to, ze szkło lubi się tłuc, tym bardziej w klubach takich jak ten. 
 Od momentu przyjścia do tego miejsca ani razu nie zatańczyłam. Chodź Ash  pięciokrotnie prosił mnie do tańca, to za każdym razem mu odmawiałam. Nie dlatego, że nie chciałam z nim tańczyć, po prostu nadal myślałam nad tym chłopakiem ze wspomnienia. Próbując odtworzyć scenkę w myślach, zaważyłam jakby drugi plan, przed którym stałam wraz z ciemnowłosym. Byłam w prawie stu procentach przekonana, że był to właśnie ten klub.
 Clary po raz szósty i ostatni proszę cię do tańca  powiedział Ash, który dopiero co wrócił z parkietu i stanął przede mną, wyciągając do mnie dłoń. Stwierdziłam, że się zgodzę. W końcu prosi już szósty raz i głupio byłoby znów mu odmówić. W głośnikach rozbrzmiewała piosenka Akon'a i David'a Guetty " Sexy Bitch ". Wraz z Ashe'm lekko wstawieni zaczęliśmy podrygiwać w rytm muzyki. Nie wiem czy określenie "lekko wstawiony" pasuje mi do Ashleya, który wywija się przede mną lepiej niż nie jedna panna lekkich obyczajów. Mimo wszystko tańczyło mi się z nim świetnie.
Wracając z parkietu zauważyłam Andy'ego w towarzystwie tej samej blondynki, która wcześniej prosiła go do tańca, kierujących się w kierunku...łazienek? Od razu wiedziałam, co zamierzają robić. Wtedy właśnie poczułam jakby złość? Chyba można to tak nazwać. Przecież miał spędzać czas z nami, a nie zabawiać się z pierwszą, lepszą. A, zresztą jego życie, jego sprawa. Nie będę się wtrącać. Wróciwszy do stolika, sięgnęłam po kolejnego drinka.
 Ej, może trochę przystopuj  powiedział Radke zabierając mojego niebiesko-białego drinka. Już chciałam to skomentować, gdy znów się odezwał – ... w przeciwnym razie będziemy musieli zbierać cię z podłogi...
 Czy ty uważasz, że mam słabą głowę!?  spytałam lekko zirytowana.
 To ty to powiedziałaś, nie ja  uniósł ręce w geście obronnym, widząc moje zabójcze spojrzenie. Serio jest ono takie straszne?
 Dobra dobra, oddasz mi łaskawie tego pieprzonego drinka? Ostrzegam, do cierpliwych nie należę  pogroziłam mu palcem.
 Cóż za charakterek, już cię lubię, mała  powiedział, podając mi szklankę z alkoholem.
 I tak ma być  rozsiadłam się na sofie obok Ronniego. Ukradkiem spoglądałam na niego, chcąc przypatrzeć się jego licznym tatuażom. Miał je na rękach w postaci rękawów oraz na szyi i karku. Dostrzegłam również na jego kostkach u  rąk napis "Bang. Bang". Ponownie przeniosłam wzrok na twarz Radke i dostrzegłam ciemne oczy, podkreślone dodatkowo kredką w tym samym kolorze. Analizowałam tak jego wygląd dopóki ten się nie zorientował i uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam ten gest i spojrzałam na basistę, który zamierzał zabrać głos.
Widzieliście Andy'ego? Coś długo nie wraca...  spytał  zupełnie niepotrzebnie, ponieważ po jego wyrazie twarzy można było odczytać, że domyśla się gdzie teraz może być Biersack.
 Romansuje z jakąś lalą w WC  odpowiedziałam obojętnie, kręcąc słomką po ściankach naczynia.
 Ja na twoim miejscu byłbym zazdro....  odezwał się basista, jednak nie pozwoliłam mu dokończyć.
 O czym ty mówisz? O co mam być zazdrosna?  poczułam wypieki na twarzy. Czy ten dzień nie może być normalny?
 No o Andy'ego. Wszyscy tu widzą w jaki sposób na siebie patrzycie, no może z wyjątkiem Radke  Ronnie posłał basiście spojrzenie o treści "Dzięki, wiesz.", na co ten tylko się zaśmiał  przyznaj, że coś między wami jest.
 Owszem, przyjaźń. Przeliterować? Nie rozumiem, o co wam wszystkim chodzi! Poznaliście mnie dopiero dziś a już dopatrujecie się czegoś, czego nie ma ! Andy mi się nawet nie podoba!  po moim jakże dającym do zrozumienia wykładzie spojrzałam na chłopaków, których szczęki były szeroko otwarte. Początkowo myślałam, że to ja tak na nich wpłynęłam, jednak wszystko zrozumiałam, gdy usłyszałam za sobą odchrząknięcie i odwróciwszy się ujrzałam zmieszany wyraz twarzy Biersack'a. Mam przejebane.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to tak prezentuje się rozdział czwarty ^^
Tak wiem trochę krótki, ale chciałam skończyć właśnie na tym momencie. Dziękuję wam z całego serca, za miłe komentarze ;) Nawet nie wiecie, jakie to budujące, kiedy dopiero zaczynacie. Słyszę od was, że jak na razie jest zbyt  cukierkowo. No z tym się zgodzę. Jednak mam wszystko zaplanowane, jednak to wymaga czasu. O dramaty się nie martwcie będą na pewno ;)
Także, do następnej notki ! ;)

niedziela, 29 marca 2015

Rozdział 3

Perspektywa Clary
 Obudziłam się w ramionach Andy'ego. Jak to możliwe? - spytałam siebie w myślach. No tak, to przez ten koszmar. Spojrzałam na chłopaka, śpiącego tuż obok mnie. Jego usta były delikatnie uchylone a włosy potargane na wszystkie możliwe strony. Wyglądał naprawdę przeuroczo. Nie chcąc go budzić, delikatnie podniosłam się z łóżka. Już miałam wychodzić, gdy ten zaczął coś mamrotać. Odwróciłam się i zobaczyłam, że dotyka miejsca, w którym przed chwilą spałam. Ewidentnie mnie szukał, a gdy zorientował się, że mnie przy nim nie ma, obudził się.
  Dzień dobry  przywitałam się, zanim on jeszcze zdążył się tak do końca obudzić.
  Dzień dobry, aniołku  podarował mi jeden ze swoich zabójczych uśmiechów, tak bardzo dla niego charakterystycznych   Jak się spało?
  Bardzo dobrze, a tobie?
  Mi również  oznajmił.
  Leż sobie ja idę zrobić kawę.  Też chcesz?
  Jasne  puścił mi oczko i usiadł na łóżku podpierając plecy o ścianę.
 Zeszłam na dół i skierowałam się w stronę kuchni. W międzyczasie zastanawiałam się, gdzie Andy może trzymać kawę i ile powinnam ją posłodzić, aby była odpowiednia. W ogóle powinnam to robić? Przejrzałam kilka szafek. Udało mi się znaleźć ją za czwartym razem. Wsypałam po łyżce kawy oraz płaskiej łyżeczce cukru do dwóch filiżanek. Dobrze, że przynajmniej tego nie musiałam szukać, cukierniczka bowiem, stała na kuchennym blacie. Woda, którą wcześniej zagotowałam, była już gotowa. W momencie gdy zalewałam nią filiżanki, usłyszałam czyjąś rozmowę w salonie. Udawałam, że nic nie widzę ani nie słyszę, uważnie przysłuchując się rozmowie.
  Ej stary, co to za laska?  odezwał się jeden z głosów.
  Nie wiem. Pewnie Andy po wczorajszym ją sobie sprowadził  rozmówca nie zdążył dokończyć swojej wypowiedzi. Niby od niechcenia właśnie w tym momencie wkroczyłam do salonu. Głośno odchrząknęłam, żeby dwójka zwróciła na mnie uwagę. Oboije ubrani byli w czarne, skórzane kurtki. Jeden z nich miał specyficzne rysy twarzy. Przypominał mi trochę Indianina. Drugi zaś nieco od niego wyższy, miał bardzo ładne, duże brązowe oczy. Po chwili zorientowałam się, że byli to Ash i CC  basista i perkusista Black Veil Brides, którzy ma mój widok zesztywnieli.
  Wypraszam sobie, nie jestem żadną dziewczyną do towarzystwa!  zdenerwowałam się. Nawet  nie zauważyłam, kiedy Andy zdążył przybiec do salonu.
  Co się stało?  spytał zdezorientowany.
  Nic  powiedział ten niższy, czyli Ash, patrząc w podłogę. Przez chwilę pomyślałam, że zrobiło mu się głupio. Nadzieja niestety zniknęła tak samo szybko, jak się pojawiła.
  Ci dwaj zobaczyli mnie w kuchni i już zakładają, że ze sobą spaliśmy!
  A nie było tak?  odezwał się basista. Podeszłam do niego i wymierzyłam mu dość mocny cios w brzuch, zdenerwowana jego słowami. Ashley wylądował na podłodze kuląc się pod wpływem niespodziewanego uderzenia. Mina całej trójki była bezcenna. W szczególności Andy'ego, który patrzył na mnie, nie mogąc nic z siebie wydusić.
 Nie wiedziałem, że tak potrafisz  powiedział po chwili lekko zszokowany.
 Kobieto bijesz lepiej niż Gołota w latach  dziewięćdziesiątych  powiedział CC próbując zebrać szczękę z podłogi. Miałam ochotę odezwać się, ale odpuściłam sobie zanim zdążyłam otworzyć usta.
  Jak kto?  spytał Ash a dłoń wszystkich obecnych w pomieszczeniu spotkała się z czołem. Błagam powiedz, że tylko udajesz  pomyślałam patrząc na leżącego chłopaka.
 Stary ja wiedziałem, że nie przepadasz za boksem, ale...
 A to jest jakiś bokser?  brnął dalej.
 Ty już się bardziej nie kompromituj  popatrzył na niego z zrezygnowaniem wokalista.
Perspektywa Andy'ego.
Wiedziałem, że Ash to idiota ale żeby aż tak? Dobra, w tym momencie mało mnie to obchodzi. Co to była za akcja z Clary? Nigdy bym nie przypuszczał, żeby w tej drobince słodyczy drzemała taka siła. No cóż, nikt nie jest nieomylny. Ale co się stało, jeszcze przed tym, jak przybiegłem? Słyszałem tylko jej podniesiony głos, jednak nie zrozumiałem, co dokładnie mówiła. Z rozmyśleń wybił mnie CC pstrykając palcami, tuż przy moim uchu. Mimowolnie odskoczyłem. Wtedy zorientowałem się, że Clary gdzieś poszła. Już chciałem o nią zapytać, gdy odezwał się Ash.
 Ta twoja niunia poszła na górę  skąd on wiedział, że o nią mi chodzi?
 Po pierwsze to nie jest żadna "niunia". Po drugie nie jest moja  wyjaśniłem.
 Jak to?  uniósł obydwie brwi.
 Normalnie kretynie  burknąłem.
 Spokojnie młody, zluzuj trochę co ty dziś taki wrażliwy? zaśmiał się brunet.
 Tak w ogóle co tu robicie?  zignorowałem pytanie basisty i zadałem swoje.
 Chcieliśmy osobiście Cie poinformować o tym, że nasz szanowny pan Radke robi imprezę, dziś w naszym ulubionym klubie. Ta sama ekipa, co zwykle. Możesz też zabrać tą swoją niu...to znaczy koleżankę  powiedział szybko, widząc moje mordercze spojrzenie.
 Chętnie pójdę na tą imprezę  dobiegł mnie głos brunetki. Skąd ona znów tu się wzięła? Teleportowała się czy jak?
 No to ustalone, widzimy się wieczorem. Bądźcie o 19  powiedział CC i wraz z Ash'em opuścili mój dom.
 Chodź do kuchni. Kawa nam stygnie  dziewczyna posłała mi uśmiech. Posłuchałem jej i poszedłem za nią. Siedząc przy stole i popijając kawę nie odzywaliśmy się do siebie. Cisza ta nie była jakaś niezręczna, można powiedzieć, że była przyjemna. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Clary, na którą nieświadomie spoglądałem.
 Czemu tak na mnie patrzysz?  spytała biorąc łyk kawy.
 Tak po prostu... zamyśliłem się. Na prawdę chcesz iść na tą imprezę?
 A czemu, by nie? Miałbyś coś przeciwko temu? Jeśli tak, to...
 Nie, coś ty ! Po prostu przypomniałem sobie o wczorajszej sytuacji i myślałem, że będziesz smutna, czy coś w tym stylu  powiedziałem na jednym wdechu. Nie chciałem, żeby pomyślała sobie, że nie chce by poszła ze mną, bo było wręcz przeciwnie.
 Yyym no wiesz...  podrapała się nerwowo po karku - nie jestem taka jak inne, jestem na swój sposób wyjątkowa - dodała spokojnie.
 To już zdążyłem zauważyć  powiedziałem unosząc kąciki ust ku górze. Ona jest naprawdę zdumiewająca. Niby taki aniołek,  taka  mała kruszyna a jak się wkurzy, to chyba znokautuje każdego. Do tego nie przejmuje się idiotyzmami tak jak inne. Nic sobie nie robi z wczorajszej akcji, i chce iść jeszcze do klubu. Bardzo różni się od Juliet. 
 Chyba o czymś zapomniałem... a no tak! Torebka Clary.
 Czekaj zaraz wracam  powiedziałem do brunetki.
 Gdzie idziesz?  spytała dopijając ostatni łyk kawy.
 Po twoją torebkę na górę.
 Moją torebkę?  spytała ze zdziwieniem. Już jej nie odpowiedziałem, bo byłem w drodze na górę.. Szybko wszedłem do sypialni, złapałem za niewielką beżowo-czarną torbę i wróciłem do kuchni.
 Proszę – podałem dziewczynie jej własność.
 Dziękuję  wysypała zawartość torby na blat. Moim oczom ukazała się paczka Malboro, kosmetyczka, nieduży czerwony portfel i butelka wody mineralnej. Od razu zauważyłem brak kluczy, dokumentów i telefonu. Ewidentnie ktoś ją napadł.
 Okradli Cię?
 Z tego co widzę, to chyba tak. Nic nie pamiętam  nic nie pamięta? To dość dziwne, ale wolę o ty nie pytać.
 Od kiedy palisz  spytałem po chwili.
 Co? O czym ty mówisz  spytała zdezorientowana.
 Na blacie leży paczka Malboro, która wypadła z twojej torby  zaśmiałem się.
- A faktycznie  spojrzała na niewielkie pudełko  szczerze nie wiem od kiedy, ale już dość długo.
 To jak ? Idziemy na taras zapalić?
 Jasne  powiedziała chwytając paczkę fajek.
 Wyszliśmy na zewnątrz. Dziewczyna poczęstowała mnie jednym papierosem, po czym odpaliła najpierw moją, a potem swoją używkę. Wciąż zerkałem w stronę brunetki. Widziałem jak powoli zaciąga się papierosem i równie spokojnie wypuszcza dym z ust. Nie pasowało mi,  to do niej. Nigdy mi nie przeszkadzało, jak dziewczyna paliła, ale z Clary było inaczej. Staliśmy na tarasie dobre 15 minut, wciągu których wypaliliśmy po dwie fajki na głowę. Jednak pomiędzy nami nie było ciszy. Ku mojej uciesze, rozmawialiśmy tak, jakbyśmy znali się od zawsze. Nigdy bym nie pomyślał, że złapię tak dobry kontakt, w osobą poznaną zaledwie wczoraj. Oczywiście nie pozwolono mi się, tym długo cieszyć, bo do salonu wpadł Ash wraz z resztą Black Veil Brides. Fantastycznie...
 Andyś kochanie, gdzie jesteś?  zaśmiał się basista. Doskonale wiedział, co działa mi na nerwy a teraz to perfidnie wykorzystał.
 Tu jesteśmy  odezwała się Clary wchodząc do salonu.
 Czego tym razem?  spytałem zbulwersowany przekraczając próg tarasu.
 Przyszliśmy trochę u ciebie posiedzieć. Wtedy razem pojedziemy na imprezę. Masz coś do chlania? Dobrze by było, jak byś miał mojego kochanego Jack'a Daniels'a  wyszczerzył zęby brunet.
 Coś się powinno znaleźć  ruszyłem swoje cztery litery do kuchni, by poszukać alkoholu. Chlarissa została w salonie z chłopakami. Czarno to widzę.


Perspektywa Clary.
Andy poszedł do kuchni poszukać wisky a , że nie miałam nic do roboty przysiadłam się do chłopaków. Usiadłam na kanapie między Ashley'em i CC'm. Wyczułam, że basista lekko się ode mnie odsuwa. Czyżby bał sie mnie po wcześniejszej akcji?
 Ash spokojnie, ja nie gryzę. Nie musisz się odsuwać - z trudem hamowałam chichot.
Nagle wszyscy poza Ash'em wybuchnęli śmiechem.
 No wiesz... po tym jak mu dołożyłaś, to się nie dziwie  odezwał się CC szczerząc swoje zęby.
 Czy my o czymś nie wiemy?  spytali równocześnie Jake i Jinxx z zaciekawieniem.
 Nasz kochany Ashley zdenerwował Clary a ta, podarowała mu zaskakująco silny cios w brzuch. Aż się biedak skulił  powiedział drwiąco Andy, stawiając na stole trzy butelki Jack'a Daniels'a. Widać, że chciał mu dowalić.
 No nie gadaj! Ash pobity przez dziewczynę?  zaśmiał się Jake  Clary już cię lubię!  dodał a uśmiech wciąż nie schodził z jego twarzy.
 Śmiejcie się, śmiejcie  warknął Ash krzyżując ręce na klatce piersiowej.
 Ashley głowa do góry !  czochrałam włosy bruneta śmiejąc się przy tym . Po chwili doszłam do wniosku, że ma je bardzo zadbane, nawet lepsze od moich...
Po chwili Andy zgrabnie wcisną się między Ash'a i mnie tym samym spychając basistę na podłogę.
Purdy mówiłem Ci już, że pora schudnąć!  wyszczerzył zęby Biersack. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
 He he he Bardzo zabawne, DENNIS  wyraźnie podkreślił ostatnie słowo. Andy momentalnie się podniósł i zaczął gonić swojego kudłatego kumpla po całym domu. Ja zostałam w towarzystwie CC'go , Jake'a i Jinxx'a. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zrobiłam dobrze godząc się na tą imprezę. Tak teoretycznie to nie znam chłopaków, więc nie powinnam tak ryzykować. Jednak nie chcę myśleć o utracie pamięci. Nie chcę dołować się jeszcze bardziej, ponieważ będzie mi  to o wiele trudniej ukryć niż dotychczas...
No, to tak moja droga  odezwał Jake przeciągając się  Kiedy, gdzie i jak poznałaś naszego Andysia?
Wszyscy chłopcy wlepili we mnie oczy i czekali na odpowiedź.
 No więc... zaczęłam niepewnie  było to wczoraj, w parku. Podszedł do mnie, ponieważ płakałam. No i tak wyszło, że zaproponował mi nocleg u siebie i opatrzenie rany  uniosłam rękaw koszuli i pokazałam zranione ramię.
 Co ci się stało? – spytał zaciekawiony Jinxx
 Nie wiem. Nie pamiętam. Przypuszczam, że ktoś mnie napadł  powiedziałam zgodnie z prawdą. To nie ważne, że nie pamiętam wszystkiego, nawet mojego prawdziwego imienia. Aaa wróć! Wiem, że lubię kawę, palę papierosy i jestem dość silna. Chociaż coś na początek.





sobota, 28 marca 2015

Rozdział 2

  Czy coś się stało?  chwyciłem ją delikatnie za ramię. Boże, Andy jaki ty jesteś genialny. Dziewczyna siedzi sama w parku, w dodatku zapłakana. Nie wcale nic jej się nie stało...
 Coś się stało?  ponowiłem pytanie. Zero reakcji. Ona w ogóle ma świadomość tego, że ktoś do niej mówi? Chyba nie. Usiadłem obok niej. Potrząsłem jej ramieniem. Wtedy delikatnie odwróciła głowę w moją stronę. Ujrzałem jej piękne, zielonobrązowe oczy, nieskazitelnie gładką skórę i lśniące, brązowe włosy, sięgające mniej więcej do połowy pleców. Mieszkając tyle czasu w mieście aniołów, dopiero teraz tak naprawdę spotkałem jednego z nich. Mimo łez, które spływały po jej twarzy, wyglądała przepięknie, tak niewinnie...
 Mogę Ci jakoś pomóc?  spytałem. Ona nie odpowiedziała. Patrzyła w moje oczy wciąż roniąc łzy. Jej ciało się trzęsło. Nic dziwnego, było chłodnawo a ona, jak zdążyłem zauważyć ubrana była sukienkę i cieniutki sweterek. Bez namysłu ściągnąłem swoją, czarną, skórzaną kurtkę i zawiesiłem ją na ramionach brunetki. Wtem dziewczyna przestała płakać.
 Dlaczego chcesz mi pomóc? Kim jesteś?  spytała drżącym głosem.
 Jestem Andy  uśmiechnąłem się lekko  A ty?  dodałem po chwili.
 Yyyymmm.



Perspektywa Brunetki.

 Jestem Andy  uśmiechnął się delikatnie  A ty ?  spytał po chwili brunet.
 Yyyymmm  co ja mam powiedzieć? Nie wiem, kim jestem, nie wiem, jak się tu znalazłam, nie wiem nawet, gdzie jestem. Mam ochotę stąd uciec i skoczyć z mostu, bo jestem bezradna. Przecież tak powiedzieć nie mogę. Muszę wymyślić jakieś imię....Już wiem!
 To jak ono brzmi?  chłopak wciąż czekał na odpowiedź.
 Clarissa, ale mów do mnie Clary  powiedziałam.
 Piękne imię. Powiesz mi, co tu robisz? Wiem, że się nie znamy, ale może mógłbym jakoś pomóc?
 Sama nie wiem  kurczę, jednak go nie znam, ale patrząc na to z innej strony, siebie też nie. Nawet nie wiem, jak mam na prawdę na imię. Boże, co mi się stało, że traciłam pamięć? Głowa mnie strasznie bolała, w dodatku ramię piekło niemiłosiernie. Spojrzałam w to miejsce, znajdowała się tam rana a w okół niej rozmazana, zaschnięta krew. Co mi się stało?  powiedziałam w myślach.
 Co to za rana?  spytał zszokowany chłopak, zaraz po tym, jak ja spojrzałam na szramę na moim ramieniu.
– Yyy nie wiem... powiedziałam cicho.
 Jak to nie wiesz? Z resztą, teraz to nie ważne, trzeba to opatrzyć. Zaprowadzę Cię do domu  zaproponował. Cholera ! Przecież ja nie mam zielonego pojęcia, gdzie mieszkam... co ja mam mu powiedzieć?
  To nie jest dobry pomysł  wypaliłam.
 Dlaczego?  zmarszczył czoło.
 Bo ja już nie mam domu. Wyrzucono mnie z niego  lepszej wymówki na tą chwile nie mogłam znaleźć. Znów zaczęłam płakać. Dlaczego takie rzeczy dzieją się właśnie mi? Ten Andy pewnie teraz myśli, że płaczę z powodu tego, co powiedziałam przed chwilą. Źle się czuję z tym, że go okłamuje. Jednak co, może mam powiedzieć mu prawdę ? Jeszcze mnie wyśle do jakiegoś szpitala. Nie chcę tam wylądować.
 To może przenocujesz u mnie?  zaproponował.
 Nie no coś ty nie będę się narzuca...
 Nie narzucasz się! Dziewczyno przecież nie masz dokąd pójść. Nie ma zmiłuj, zabieram Cię do siebie a rano porozmawiamy o wszystkim na spokojnie, dobrze?  uśmiechnął się łobuzersko  Dobrze  odpowiedziałam.
Andy podniósł się z ławki i podał mi rękę, bym mogła wstać. Z ledwością to zrobiłam. Moje nogi chwiały się, jakby były z galarety. Chłopak to zauważył i zaproponował, że przeniesie mnie na rękach. Zgodziłam się po jego długich namowach i po wytłumaczeniu mi, że mieszka niedaleko i da sobie radę. Po dziesięciu minutach byliśmy na miejscu. Nawet nie spojrzałam jak wygląda z zewnątrz jego dom. Byłam zmęczona i zamknęłam oczy do momentu, w którym Andy postawił mnie na podłogę. Momentalnie oprzytomniałam.
 Witaj w moich skromnych progach - rozłożył ręce i pokazał na wnętrze swojego domostwa.
 Jeju - wydusiłam z trudem  Świetnie tutaj.
 Staliśmy w salonie. Jego ściany były spowite kolorem zbliżonym do beżu.  Zdobiły je liczne obrazy i zdjęcia. Centrum salonu stanowiły dwie, kremowe sofy, tworzące literę L, czterdziesto dwu calowy telewizor i szklany, średniej wielkości stół. Z pewnością odbyła się tu niejedna domówka. Po prawej stronie pomieszczenia, znajdował się regał z książkami oraz czarny kominek, przy którym umiejscowiony był brunatny, skórzany fotel. Przy telewizorze stał regał, prawdopodobnie z filmami, bądź muzyką. Po drugiej stronie urządzenia, miejsce miała wieża w towarzystwie głośników. Na brzozowym parkiecie leżał sporej wielkości, prostokątny dywan w czarnym kolorze. Sufit zaś zdobił stylowy, bordowy żyrandol. Za telewizorem znajdowała się szklana ściana z drzwiami na taras. Zaraz potem dostrzegłam z obu stron firany. Zapewne po to, by sąsiedzi wieczorem nie widzieli, co tu się wyprawia. Rozumiem to, gdyż również cenię sobie prywatność.
 Chciałabyś coś zjeść?  spytał chłopak.
 Nie jestem głodna, dziękuję. Wolałabym położyć się spać  oznajmiłam.
 W porządku. Zaprowadzę Cię do twojej tymczasowej sypialni.
Nic więcej nie mówiłam. Andy chwycił mnie nadgarstek i zaprowadził do sypialni znajdującej się na górze. Otworzył brzozowe drzwi znajdujące się na przeciwko schodów. W pokoju zauważyłam parę elementów, wzbudzających moją ciekawość. Koło łóżka leżały dwie gitary jedna czarno-biała, druga czerwona podpalana. Na ścianach wisiały plakaty rock'owych zespołów. Wszystko wskazywało na to, że była to sypialnia Andy'ego. Po chwili zobaczyłam na jednym z plakatów jego w otoczeniu prawdopodobnie reszty jego kumpli z zespołu?
  Jesteś muzykiem?  spytałam pokazując na plakat.
 Tak  posłał mi ciepły uśmiech  Jestem wokalistą Black Veil Brides Nagle dostałam przebłysku a w mojej głowie pojawiła się scenka, w której słucham jednego z teledysków tego  właśnie zespołu. Po kilku sekundach scenka się ulotniła a ja złapałam się za głowę.
 Coś ci się stało?  spytał zmartwiony wokalista.
 Nie, nic mi nie jest  uśmiechnęłam się, by nie wzbudzić w nim podejrzeń.
 Proszę, to dla Ciebie  powiedział podając mi koszulkę, w której jak zakładałam miałam spać  tam jest łazienka, możesz iść się przebrać  wskazał na białe drzwi znajdujące się po lewej stronie pokoju.
 Dzięki.
Kurcze... ten Andy to naprawdę miły gość. Poszłam do łazienki przebrać się. Moje stare ubrania zostawiłam w łazience i wyszłam w czarnej koszulce Andy'ego sięgającej mi mniej więcej do połowy ud. Brunet czekał na mnie, na łóżku z leżącą koło niego apteczką. Kiedy on zdążył ją przynieść, ja się pytam? Nie było mnie raptem dwie minuty.
 Usiądź. Opatrzę ci ranę  powiedział zagarniając do tyłu pasemko swoich brązowych włosów. Posłuchałam go i zajęłam miejsce tuż obok wokalisty. Po chwili wyjął z apteczki bandaż, gazę i wodę utlenioną.
 Będzie szczypać  uświadomił trzymając w ręku specyfik.
 Nie szkodzi. Dam radę  wyszczerzyłam zęby. Dziwne, przed chwilą siedziałam załamana w parku a teraz zachowuję się jakby nic się nie stało? Nie pojmuję siebie. Zanim się obejrzałam, moja rana została opatrzona przez przystojnego wokalistę. Nawet niespecjalnie odczułam szczypanie.
 Dziękuję  powiedziałam zadowolona.
 Nie ma za co  posłał mi swój piękny uśmiech  w takim razie nic tu po mnie. Odpocznij. Jutro porozmawiamy. Dobranoc - skierował się w stronę drzwi.
 Andy  wypowiedziałam jego imię.
– Hmm?
 Dziękuję za wszystko i życzę Ci miłej nocy.
 Nie masz za co dziękować. Dobranoc, aniołku  wyszedł z pomieszczenia. Czy on właśnie nazwał mnie aniołkiem? Aż mi się cieplej zrobiło. No nic, trzeba wypocząć. Leżałam tak jeszcze przez chwilę, gdy w końcu usnęłam.




Perspektywa Andy'ego

 Czy ja naprawdę powiedziałem do niej "aniołku"? Kurcze nie mogłem się powstrzymać. No,  nie ważne. Zszedłem do salonu uprzednio wyciągając z lodówki puszkę pepsi i rozłożyłem się na kanapie. Nie miałem zamiaru spać. Chyba nawet gdybym bardzo chciał, to bym nie mógł. Skakałem po kanałach, aż w końcu znalazłem jakich serial. Dobre i to, bo o tej godzinie w telewizji nic ciekawszego nie znajdę. Leżałem tak przez chwilę, gdy dobiegły mnie wrzaski. To chyba Clary. Szybko wstałem i pobiegłem do sypialni. Tam zastałem brunetkę skuloną na łóżku.
 –  Clary, co jest?  spytałem zmartwiony.
   Miałam koszmar. Chyba nie zasnę  skrzywiła się.
   Zobaczysz zaśniesz tylko musisz się uspokoić  pocieszałem.
  Mógłbyś spać ze mną? Czułabym się bezpieczniej. Przynajmniej, jak będę mieć kolejny koszmar, to nie będziesz musiał latać w te i z powrotem  posłała mi promienny uśmiech.
  W porządku  powiedziałem i położyłem się obok niej. Clary usnęła po raptem pięciu minutach. Ja natomiast przez pół godziny szukałem odpowiedniej pozycji do zaśnięcia. Ostatecznie objąłem brunetkę i zasnąłem.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No to tak drugi rozdział już za nami ^^ Rozdziały będę starała się dodawać regularnie co 3/4 dni. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce, ale będę się starać dodawać je w terminie.